Portal ma charakter informacyjny i niezależny. Materiały, które na nim znajdziesz, opierają się na zasadach lekkiej stopy. Promujemy ideę zrównoważonego rozwoju, odwołującą się nie tylko do ekologii, ale też świadomej konsumpcji i działań społecznych. Staramy się prezentować innowacyjne rozwiązania technologiczne, które pozwalają ograniczać degradację środowiska naturalnego. Poszukujemy nowych trendów w designie i sztuce, które promują odpowiedzialny styl życia. Zależy nam na propagowaniu zachowań aktywizujących ludzi i pomagających w rozwoju wspólnot lokalnych. Zbieramy też pomysły na oryginalne sposoby spędzania czasu wolnego.
Idea przekształcania gospodarstw konwencjonalnych w farmy ekologiczne trafiła w Polsce na podatny grunt. Przedsiębiorczy rolnicy widzą w niej szansę rozwoju i zdobycia na swoje produkty nowych odbiorców. Rozmaite działania proekologiczne cieszą się coraz większym powodzeniem. Dzieje się tak nie tylko ze względu na ich oczywiste zalety dla środowiska naturalnego, ale również dlatego, że wypełniają one niszę na rynku tzw. „zdrowej żywności”, odnawialnych źródeł energii czy ochrony bioróżnorodności. Tendencja zmiany produkcji ilościowej na jakościową staje się więc coraz bardziej popularna wśród rodzimych rolników. Powstają hodowle i uprawy, gdzie motywacją właścicieli nie jest jedynie maksymalizacja zysku. Przeciwnie, w swoją pracę wkładają oni więcej starań, by zbierać plony najwyższej jakości, a jednocześnie dbać o swoje otoczenie. Ekogospodarstwa, obok podstawowej idei jaką jest ochrona przyrody, zaczynają pełnić zupełnie nową funkcję. Takie rolnictwo staje się podstawą terapii i integracji dla osób w różny sposób pokrzywdzonych przez los, a przy wychodzeniu z bezdomności, alkoholizmu czy narkomani kształtowane są nowe wartości. Wartości, które modelują życie tych osób w przyjaznym otoczeniu. Działania proekologiczne na zaniedbanych obszarach wiejskich są niewątpliwie szansą dla przyrody, stając się także podstawą do budowania więzi z przestrzenią wokół nas. W takim rozumieniu wprowadzają one istotne zmiany w wiejskim krajobrazie. Czytaj dalej (kliknij aby rozwinąć)
ekoterapie
Pozytywnym przykładem współistnienia ludzi i natury jest grupa społeczna mieszkająca w Chudobczycach, małej wiosce położonej w Wielkopolsce. Wspólnota powstała na zasadach stworzonych 15 lat temu przez małżeństwo psychologów, Barbarę i Tomasza Sadowskich. Chcieli oni jednoczyć członków naszego społeczeństwa, którzy nie potrafili poradzić sobie z problemami powstałymi po okresie transformacji. Założyli Fundację Pomocy Wzajemnej „Barka”, stwarzając tym samym system pomocy dla ludzi, którzy utracili własną tożsamość i nie potrafią odnaleźć się w nowej rzeczywistości społeczno- ekonomicznej. Tak powstał prawdziwy azyl dla ludzi, którzy nie mają dokąd pójść. Do dzisiaj zostało stworzonych 30 wspólnot „Barki”. Na co dzień mieszka i pracuje w nich blisko 750 osób. Każda ze wspólnot powoli staje się tworem autonomicznym, uniezależnionym od centrali znajdującej się w Poznaniu.
rozbitkowie
Również fundacja w Chudobczycach, oprócz kontynuowania sztandarowych programów „Barki”, stara się animować własne projekty. Tak wiec obok przedsięwzięć socjalno-edukacyjnych, wspólnota rozwija się na zasadach farmy ekologicznej. Między innymi na tej podstawie buduje swoją niezależność. Jak mówi Krystyna Dorsz, dyrektor placówki w Chudobczycach, usamodzielnienie się to symboliczne zamknięcie 15–letniego okresu zainicjowanego przez małżeństwo Sadowskich. Fundacja rozwija własne inicjatywy prowadzące do budowania społeczeństwa obywatelskiego, w którym każdy chce i ma możliwość pełnienia istotnej roli. Rola ta jest niezwykle istotna dla funkcjonowania gospodarstwa, ale równie konieczna w pracy terapeutycznej. To sami mieszkańcy, którzy przyszli do „Barki” z różnymi życiowymi problemami, biorą odpowiedzialność za powodzenie idei i działalność wspólnoty. Sami wykazują chęć poszerzania swojej wiedzy na temat zarządzania gospodarstwem ekologicznym. Ucząc się na własnych błędach, przekazują przychodzącym do ośrodka zdobytą przez siebie wiedzę. I tak na przykład sami strzygą owce, doją kozy, pielęgnują sad starych drzew owocowych. Tym samym nawiązują oni kontakty konieczne dla właściwego prosperowania ich małej firmy i powoli zaczynają odnajdywać się w nowej rzeczywistości, przełamując w sobie strach przed podejmowaniem nowych działań.
Wyjazd za granicę, na szkolenie do Francji, był dla mnie dużym wyzwaniem. Nigdy nie wyjeżdżałem tak daleko, sam, bez znajomości języka, a pomimo to odnalazłem się tam, wśród obcych ludzi i teraz wiem, że wszędzie są podobne problemy. Musimy sobie z nimi radzić, jak tylko umiemy. A jedyne, co możemy zaoferować, to nasza praca i chęć niesienia pomocy. Ważna jest również rozmowa z innym człowiekiem. Wtedy nie tylko zdobywamy doświadczenie, ale czujemy, że jesteśmy potrzebni innym – mówi jeden z mieszkańców ekofarmy w Chudobczycach. Dzięki dostrzeżeniu potrzeby pracy z ludźmi, budują się więzi i środowisko, w którym integracja wyrywa ludzi z marazmu i pokazuje alternatywę dla dotychczasowego stylu życia. Mając możliwość funkcjonowania w normalnych warunkach, w systemie kontaktów międzyludzkich, podopieczni „Barki” zaczynają dostrzegać sens życia. Znajdują cel w codziennym wstawaniu, chodzeniu do pracy, pomaganiu innym. Potrzebujący nie dostają tylko dachu nad głową, otrzymują dużo więcej. Dzięki nauce podnoszą swoje kwalifikacje, a dzięki obcowaniu z innymi mogą liczyć na wsparcie i zachętę do samorozwoju.
rzuceni na głęboką wodę
Ośrodek w Chudobczycach działa od 1996 roku. Na początku całym majątkiem wspólnoty były bloki, które szybko zaadaptowano i stworzono w nich mieszkania. Wkrótce przejęto okoliczny dworek, będący dzisiaj centrum edukacyjnym i miejscem spotkań mieszkańców w ważnych momentach ich życia. Po budynkach przyszedł czas na ziemię. Ostatnim etapem było przejęcie 460-hektarowe gospodarstwa. Wtedy pojawiły się pytania i wątpliwości. Co tu można robić? Na ile ludzie wywodzący się z różnych środowisk mogą poczuć się rolnikami? Rozwiązanie pojawiło się ze strony Funduszu na Rzecz Globalnego Środowiska (GEF), który daje granty na projekty z zakresu ochrony przyrody. Wkrótce okazało się, że te plany można połączyć z działalnością „Barki”. – Kiedy dowiedzieliśmy się, że jest taka możliwość, że możemy otrzymać pieniądze, które pozwolą nam wystartować, od razu zdecydowaliśmy się przekształcić konwencjonalne, zaniedbane gospodarstwo w coś na kształt ekofarmy. Było to z naszej strony ryzyko, bo przecież nikt z nas nie miał na tyle wiedzy, żeby wziąć na siebie odpowiedzialność za powodzenie całego przedsięwzięcia. Jednak małymi kroczkami, z pomocą GEF-u, udało nam się… Pomysłów było wiele. Zaczęło się od odnowienia parku rosnącego wokół dworku. Później przyszła kolej na bardziej odpowiedzialne przedsięwzięcia. Drugi pomysł, który realizowany jest do dzisiaj, to odtworzenie ginącej rasy świni złotnickiej pstrej. Po dobrych doświadczeniach z hodowlą świń, kolejnym szczeblem w drabinie rozwoju mieszkańców wspólnoty w Chudobczycach stała się ochrona starych drzew owocowych. Mała szkółka z blisko dwudziestoma gatunkami jabłoni rozrosła się w 4-hektarowy sad.
na fali pierwszych sukcesów
Za łączenie aspektu ekologicznego ze społecznym w 1997 roku fundacja otrzymała I Nagrodę Polską i II Europejską Henry Ford Conservations Award. Nagrodzony projekt o nazwie „Odrzuceni ratują odrzucone” pokazał, że rzeczy robione w małej skali mogą przynosić dużo większe efekty. To był punkt zwrotny w historii organizacji. Mieszkańcy „Barki” nabrali pewności, że ich praca i wysiłek nie idą na marne. Gospodarstwo zaczęło się rozrastać i unowocześniać. Z hodowli świń powstały kolejne hodowle zachowawcze, założono chów kurek zielononóżek i królika popielańskiego. Posadzono także kilka tysięcy drzew.
Za pierwszymi sukcesami przyszły następne. Zbudowano oczyszczalnie ścieków, powoli przekształcając konwencjonalne gospodarstwo w farmę ekologiczną. Szukano rozwiązań, które w niesprzyjających warunkach pozwoliłyby na przyzwoite funkcjonowanie społeczności. Skonstruowano małą rafinerię produkującą biopaliwo z rzepaku, zaopatrując się tym samym w tani i naturalny system paliwowy. Korzystają na tym również okoliczni rolnicy. Uzyskane w ten sposób paliwo można stosować w czystej postaci do silników średnioobrotowych, tzn. silników powszechnie instalowanych w maszynach rolniczych. Z 400 litrów oleju rzepakowego uzyskuje się jednorazowo ok. 340 – 350 litrów biopaliwa. Przeskakując problem trudnej uprawy rzepaku, olej jadalny produkuje się z mało wymagającej lnianki, która do tej pory była rośliną uprawianą wyłącznie w instytutach naukowych. Hodowla zwierząt nie ogranicza się tylko do chowu świń. Obok trzody swoje miejsce mają kozy i owce.
złapać wiatr w żagle
Chociaż nie zawsze było tak jasno, a problemy finansowe studziły zapał rolników-amatorów, dzisiaj fundacja optymistycznie patrzy w przyszłość. Krok po kroku własną pracą doszła do momentu, kiedy znajdują się chętni na kupno wytwarzanych przez nią produktów. Założyciele osady i współtworzący ją mają dziś pewność, że kierunek ich działalności został prawidłowo obrany. „Barka”, dając schronienie i opiekę osobom z marginesu społecznego, jednocześnie stwarza im miejsce w gospodarczej rzeczywistości. Terapia osób bezdomnych i odtrąconych przez społeczeństwo doskonale wpisuje się w ideę ochrony środowiska. Do dzisiaj w Chudobczycach mieszka i pracuję kilka osób. Najpierw od podstaw sami założyli oni hodowlę zwierząt, później – uprawę warzyw. Postarali się o odnawialne źródła energii: paliwo z rzepaku i ogrzewanie wierzbą energetyczną. Prowadzą także sklep, sprzedając towary z tak zwanej „drugiej ręki”. Działania te realizowane są z dużym powodzeniem, pomimo że gdzie indziej okazały się nieopłacalne. Projekty „Barki” nie miałby szans w gospodarstwach zintensyfikowanych. Ten sukces fundacja zawdzięcza ludziom, którzy pracują na niego własnymi rękami. Pomagając sobie, ratując się przed życiem w zaniedbanym środowisku, spłacają dług za błędy popełnione w przeszłości. Propagując zmagania w kierunku polepszenia warunków naturalnych, odwdzięczają się drugiemu człowiekowi, który nie jest obojętny na ich los. O zaletach rolnictwa ekologicznego nie trzeba nikogo przekonywać. Perspektywa społecznej integracji sprawia, że obok wymiernych korzyści ekonomicznych i przyrodniczych przynosi ono równie ważną zaletę, jaką jest tworzenie więzi międzyludzkich. Odrzucenie społeczne mieszkańców wspólnoty w Chudobczycach uwrażliwiło ich na los przyrody. Taką równowagę i harmonię współżycia człowieka z naturą można zilustrować słowami Cycerona: „Ziemia nigdy nie oddaje bez procentu tego, co otrzymała”
Decydując się na kupno jakiejś rzeczy, bierzemy pod uwagę wiele czynników. Cena, przyzwyczajenia, moda, opinia znajomych, reklama, przydatność towaru – w różnym stopniu wpływają na nasz wybór. Im większą mamy wiedzę, tym bardziej jesteśmy świadomi zakupu. Niestety, rzadko dzieje się tak, że do podjęcia trafnej decyzji posiadamy odpowiednie i wystarczające informacje. Etykiety, które takiej wiedzy powinny nam dostarczyć, najczęściej oddziałują na emocje. Nie oznacza to jednak, że nie przekazują one żadnej treści. Problem polega na braku umiejętności ich wykorzystania. Przyczyną „szumu informacyjnego” są rozmaite techniki marketingowe wpływające na konsumenckie zachowania. Drugą kwestią jest fakt, iż taki przesyt nie
zawsze odpowiada jakości produktu, a często także realnym potrzebom konsumentów. Więcej (kliknij aby rozwinąć)
Dopisek eko-przyjazny na produktach bardzo często wykorzystywany jest po to, aby wzbudzić w nas chęć ich kupna. Cechy artykułu z logo świadczącym o jego naturalnym pochodzeniu nierzadko są wyolbrzymione, a mijając się z prawdą — naruszają prawo.
Kwestia ta w szczególności dotyczy produktów spożywczych. Termin żywność ekologiczna potocznie dotyczy pożywienia produkowanego w sposób zbliżony do naturalnego, z dbałością o wyeliminowanie używania nawozów sztucznych i pestycydów. Uczciwi producenci starają się o oznaczenie takich produktów odpowiednimi zaświadczeniami. W Polsce stosowane są certyfikaty: Agrobiotest, PTRE, Cobico i PCBC. Tymczasem mimo jasnych przepisów regulujących merytoryczną zawartość etykiet, producenci nie zawsze rzetelnie przedstawiają na nich faktyczne cechy
i skład produktu, a zamiast informacji — podają hasła reklamowe. Stosowanie na opakowaniach środków spożywczych takich terminów, jak bezpieczny lub zdrowy jest ustawowo zabronione, ponieważ sugeruje, że inne produkty żywnościowe są niebezpieczne lub niezdrowe. Jest to gra na uczuciach konsumenta, który chętnie reaguje na hasło: zdrowie. Łudzenie ludzi, że coś jest zdrowsze niż inne, jest jedynie chwytem reklamowym. Trzy lata temu w Polsce weszła w życie Ustawa o Rolnictwie Ekologicznym, mówiąca o zakazie używania terminu zdrowa żywność. Od tego momentu produkt pochodzący z gospodarstwa ekologicznego musi zawierać numer certyfikatu i numer jednostki certyfikującej producenta. W przypadku wątpliwości należy zwrócić się do wojewódzkiego oddziału Głównego Inspektoratu Skupu i Przetwórstwa Artykułów Rolnych. Żywność ekologiczna — to produkt pochodzący ze środowiska nieskażonego, produkowany bez użycia nawozów sztucznych i środków chemicznych, takich jak: herbicydy i pestycydy. Tymczasem na sklepowych półkach możemy znaleźć żywność udającą ekologiczne pochodzenie.
Według Doroty Metery z IUCN (Międzynarodowa Unia Ochrony Przyrody i Jej Zasobów) potrzeba czasu, aby został dopracowany spójny system kontroli drogi produktu od producenta do konsumenta. W Unii Europejskiej po wprowadzeniu rozporządzenia o rolnictwie ekologicznym ponad rok trwało jego wdrażanie. Dopiero po tym czasie wprowadzone rozporządzenia zaczęto egzekwować. – Kilka lat temu byłam w Niemczech, żeby znaleźć źle oznakowane produkty. Przekonałam się, że takich produktów już nie ma – wspomina Metera. – Od czasu, kiedy obowiązuje rozporządzenie, odbyło się kilka procesów sądowych, a firmy, które wprowadzały produkty fałszywe – po prostu zniknęły z rynku. Jestem przekonana, że i u nas przyjdzie taki dzień, w którym będziemy mogli powiedzieć, że w sklepach nie ma produktów pseudoekologicznych.
Natura prosto z fabryki
Sklepowe witryny przyciągają nieświadomego klienta bliskością produktów, stwarzając przyjazną aurę życzliwości. Smakowicie opakowana żywność kusi sielskimi obrazkami wsi i napisami naturalny, bio, bezpieczny dla środowiska czy przyjazny delfinom. Wielu z nas z przyjemnością dodatkowo zapłaci za takie dobra, zyskując tym samym poczucie, że w ten sposób przyczynia się do ochrony środowiska. Ale czy na pewno zawsze chodzi o dobro przyrody?
Niestety nie. Jak dowodzą badania naukowe, na które powołuje się ośmiu członków Międzynarodowej Organizacji Konsumentów (Consumers International) z Europy i Afryki Północnej, duża liczba logo jest niewyraźna, nieokreślona i bez konkretnego znaczenia. Nie były one spójne z jedną trzecią weryfikowanych produktów, nie przestrzegały tym samym określonych standardów. Trzech z ośmiu członków organizacji zaangażowanych w badania pochodzi z Centralnej i Wschodniej Europy. Są to: Stowarzyszenie Obrony Konsumentów (SOS) z Republiki Czeskiej, Rumuńskie Stowarzyszenie Ochrony Konsumentów (APC) i Słowackie Stowarzyszenie Konsumentów (ZPS). Wniosek z przeprowadzonych kontroli jest jeden: towarom ze sklepów tego rejonu nie są obce etykiety z niepoprawnym, nietreściwym i często zwodniczym tłumaczeniem. Na przykład, w Rumuni badacze odnaleźli karton jajek z napisem sugerującym ich ekologiczne pochodzenie, ale nie znaleziono żadnego sposobu, aby to potwierdzić. Używanie napisów naturalny i bio nie jest w tym kraju prawnie uregulowane, więc bywa często wykorzystywane przez producentów, którzy wprowadzają klienta w błąd, nic tak naprawdę nie gwarantując. Raport podaje przykład etykiety z wizerunkiem szczęśliwej rodziny na malowniczej farmie, umyślnie dającej wrażenie większego przywiązania do tradycji i produkcji na małą skalę.
Tymczasem rzeczywistość jest nieco inna. Większość składników spożywczych pochodzi z produkcji w dużych farmach, a produkty nie są wytwarzane w przyjaznych środowisku fabrykach. Najczęstsze nieprawidłowości polegają na zamieszczeniu na opakowaniu rysunku owocu, co daje do zrozumienia, że dany produkt jest wytworzony z owoców lub określenia light, co sugeruje jego działanie dietetyczne. Powszechne jest także przedstawianie wybranych olejów roślinnych jako produktów bez cholesterolu, podczas gdy jest to powszechnie posiadana właściwość wszystkich olejów.
Możemy spotkać się także z twierdzeniem, że produkt ma właściwości zapobiegania chorobom lub ich leczenia, podczas gdy takich właściwości nie ma lub nie są one potwierdzone. Inne nadużycia dotyczą operowania nazwami: sok, jogurt dla produktów, które nie są czystymi sokami ani jogurtami, ale jedynie napojami o podobnym smaku.
Bio czyli… Co?
Powyższe sytuacje mają miejsce nie tylko w polskich sklepach. Alfa Bio, producent żywności z Czech, jest przykładem marki, która może mylić, jak większość produktów posiadających niby certyfikaty. Czeskie ustawodawstwo zakazuje używania słowa bio na produktach, które nie pochodzą z farm ekologicznych. Jednak produkty takie, jak te z Alfa Bio, prześlizgują się ponad prawem (spółka zarejestrowana pod tą nazwą). Konsumenci nie zawsze dostrzegają różnicę między nazwą marki, a innymi napisami na towarach. Jan Lunter, założyciel i kierownik Alfa Bio, nie wierzy, że klienci są wprowadzani w błąd przez jego firmę. — Kiedy powstała nasza nazwa, tłumaczenie słowa „bio” nie było dobrze znane. Możemy powiedzieć, że w okresie 13-letniej historii firmy nigdy nie spotkaliśmy się z zarzutami ze strony naszych klientów.
Według Luntera termin bio odnosi się do faktu, że produkt jest zdrowy, a to jest głównym założeniem firmy. Alfa Bio dołącza informacje o prawdziwym pochodzeniu swojej linii produktów. Co więcej, Lunter zapowiada, że sprzedaż towarów sygnowanych marką Alfa Bio będzie wzrastać. Taka dwuznaczność interpretacji jest również problemem przy przekraczaniu granic. Wyrażenia bio i organiczny mogą mieć odmienne znaczenie na rynkach różnych krajów. Na naszym rynku przedrostek: bio widnieje na napojach mlecznych (np. kefiry), a określenie: organiczny nie stało się jak dotąd chwytem reklamowym, choćby ze względu na znikome zainteresowanie rolnictwem organicznym. Tymczasem urzędy różnych krajów wydające certyfikaty kierują się w tym względzie rozmaitymi kryteriami. Stwarza to wiele trudności klientom, którzy tak naprawdę nie wiedzą, co kupują.
Badania dostarczają dodatkowych argumentów, że loga na produktach powinny być jednoznaczne, konkretne i dające się potwierdzić. Konieczne jest także, by odnosiły się one tylko do konkretnego produktu i używane były jedynie we właściwym kontekście i miejscu. Z punktu widzenia konsumenta powinny być
one ponadto prezentowane w sposób, który jasno wskazuje, czy odnosi się on do całego produktu, do jednego składnika czy też opakowania lub elementu usługi. Taki sposób przekazania informacji o produkcie zmniejszałby prawdopodobieństwo błędnej interpretacji i niwelował sytuację częstego wprowadzania kupujących w błąd poprzez zamieszczony tekst lub znak graficzny. Ta zasada wspierana jest przez wszystkie międzynarodowe oraz narodowe konwencje i prawa. W Polsce jej egzekwowaniem zajmuje się między innymi Federacja Konsumentów.
Wiele działań producentów żywności jest podyktowanych przyzwyczajeniami jej nabywców. Marjana Paterman z ZPS przyznaje, że zmiana etykiet to nie jest coś, co może zajść nagle i dlatego zmiany mogą trwać wiecznie. Ale postęp jest możliwy. Trzy lata temu ZPS rozpoczęło kampanię sponsorowaną przez słowacki rząd i Komisję Europejską. Według Paterman w pierwszym roku akcji blisko 76% etykiet nie przestrzegało odpowiedniego prawa. Ta liczba spadła do 67% w drugim i do 45% w trzecim roku. Międzynarodowa Organizacja Konsumentów i jej partnerzy zaprojektowali wyczerpujący pakiet zaleceń, wierząc, że pomogą klientom zrozumieć, co dokładnie oznaczają napisy na kupowanych przez nich produktach. Jest to bardzo ważne, ponieważ dla klienta to etykieta jest najważniejszym źródłem informacji. Dlatego warto jest przyjrzeć się im bliżej i wiedzieć, co na prawidłowo oznakowanym produkcie powinno się znajdować. Po pierwsze informacje muszą być wyrażone w sposób czytelny, widoczny i nieusuwalny. Ważne by były skupione w jednym miejscu i sygnalizowane odpowiednim nagłówkiem. Zamieszczanie informacji o tym, że produkt wyprodukowano metodami naturalnymi, ekologicznymi lub zintegrowanymi musi być poparte posiadaniem atestu potwierdzającego ten sposób produkcji.
Czy mając świadomość powyższych faktów, konsumenci przestaną wybierać produkty przyjazne środowisku? Marjana Paterman przyznaje, że jest w tym pewne ryzyko. Konsumenci mogą zrezygnować z odpowiedzialnych zakupów, bo czują się coraz bardziej zagubieni. Karel Pavlik z SOS dodaje, że celem działań informacyjnych, podejmowanych przez organizacje konsumenckie, jest przede wszystkim zasygnalizowanie problemu i nakłonienie kupujących, by przyjrzeli się bliżej produktom, które pakują do swoich toreb.
Ekologiczne znaki towarowe pomagają podczas zakupów
wybrać towary, które spełniają wybrane kryteria dotyczące
ich oddziaływania na środowisko.
W zależności od systemu certyfikacji (np. Der Blaue Engel,
Svanen, Eko-znak itd.), badaniu może podlegać wykorzystanie
surowców nieodnawialnych, zużycie energii na
etapie produkcji i użytkowania, trwałość i niezawodność,
unikanie testów na zwierzętach, możliwość bezpiecznej
utylizacji lub recyklingu itd.
Przy produkcji żywności bada się wpływ na ekosystemy
przez sposób nawożenia i uprawy, co też oddziałuje
bezpośrednio na jakość produktów spożywczych.
Oznaczenia wskazujące na regionalne pochodzenie towaru
zachęcają do nabywania produktów rodzimych – zwykle
mniej przetworzonych i zdrowszych.
Wybierając produkty oznaczone znakami ekologicznymi,
wspierasz firmy inwestujące w przyjazne dla środowiska
technologie, a ich nieekologicznym konkurentom dajesz
znak, że czas na zmiany.
Każdy znak ekologiczny powinien być zrozumiały dla
klienta, bywa więc uzupełniany krótką informacją, że np.
produkt powstał w 100% z makulatury lub jest wysoko
energooszczędny.
Wielu nieuczciwych producentów wykorzystuje preferencje
nabywców, nadając swoim towarom wymyślone przez
siebie oznaczenia. Nie dajmy się jednak nabrać – musimy
dokładnie wiedzieć, dlaczego coś jest ekologiczne.
Więcej o ekoznakach: www.ekonsument.pl