O PASJOTECE
Portal ma charakter informacyjny i niezależny. Materiały, które na nim znajdziesz, opierają się na zasadach lekkiej stopy. Promujemy ideę zrównoważonego rozwoju, odwołującą się nie tylko do ekologii, ale też świadomej konsumpcji i działań społecznych. Staramy się prezentować innowacyjne rozwiązania technologiczne, które pozwalają ograniczać degradację środowiska naturalnego. Poszukujemy nowych trendów w designie i sztuce, które promują odpowiedzialny styl życia. Zależy nam na propagowaniu zachowań aktywizujących ludzi i pomagających w rozwoju wspólnot lokalnych. Zbieramy też pomysły na oryginalne sposoby spędzania czasu wolnego.
| |
Kliknij na interesujące Cię hasło, aby je rozwinąć.
Myślenie
Myślenie– bardzo przydatny nawyk umożliwiający konsumentom przyjęcie kursu na umiar i ograniczenie bezmyślnej konsumpcji, producentom przestawienie produkcji na mniej uciążliwą dla środowiska i często tańszą, domownikom ograniczanie negatywnego oddziaływania gospodarstwa domowego na środowisko, a urzędnikom gmin i miast sprawne organizowanie gospodarki odpadami.
Ja
Ja – ktoś, kto świat, w którym żyję może zmienić na lepszy. Mój świat posiada kilka kręgów: jest świat mojej rodziny i domu, świat moich przyjaciół, świat mojej wsi, osiedla, świat mojego kraju, kontynentu i globu. Gdy chcę w tych światach zmienić coś na lepsze, zastanawiam się, kogo zachęcić do działania, z kim zmieniać świat na nowo.
Trzymanie się ziemi i odlot
Trzymanie się ziemi i odlot – gdy prowadzimy działania na rzecz środowiska, możemy spotkać się z zarzutem, że nie trzymamy się ziemi, bo ludzie i tak wciąż kupują „nowe nowości”, producentów i tak wciąż bardziej interesuje zysk, niż kondycja przyrody, a ekonomistów i polityków bardziej interesuje rozwój gospodarczy, niż rozwój zrównoważony.
Działając na rzecz środowiska, możemy spotkać się z zarzutem, że mamy „odlot”, bo wierzymy, że może być inaczej.
Działając na rzecz środowiska trzymamy się ziemi, ale Ziemi przez duże Z. Jeśli wiara, że ludzie mogą postępować bardziej sensownie jest odlotem, jeśli odlotem jest działanie w tym kierunku, to ja startuję.
Pomysły
Pomysły – pomysły nie przychodzą same. Trzeba im pomóc. Trzeba się ruszyć, otrząsnąć, wyjść, rozglądnąć, zobaczyć, przeczytać, pogadać, a wtedy pomysły same przychodzą do głowy.
Organizacja społeczna
Organizacja społeczna, obywatelska – zawiązywana jest przez ludzi, których łączą wspólne zainteresowania, chęć osiągnięcia wspólnego celu, często wspólny problem, czy wartości. Grupa nie musi posiadać charakteru formalnego. Na przykład, znajomi, fani popularnego zespołu spotykają się na koncertach, wymieniają się informacjami o jego dokonaniach, korespondują ze sobą i nie muszą być instytucją z biurem i z pieczątką. Jednak każda grupa, jeśli tylko sporządzi swój statut, wybierze swoich przedstawicieli i zarejestruje się w Krajowym Rejestrze Sądowym, staje się grupą formalną posiadającą osobowość prawną. Osobowość prawna ułatwia jej życie, daje więcej możliwości działania.
Organizacje obywatelskie nie są nastawione na zysk, tak jak przedsiębiorstwa czy firmy komercyjne. Organizacje te nie są nastawione na zdobywanie władzy, tak jak organizacje czy partie polityczne. Organizacje obywatelskie są nastawione na realizację określonych przez swoich członków misji i celów społecznych. Obecność i aktywność organizacji obywatelskich jest miernikiem dojrzałości i kondycji demokratycznego społeczeństwa. Zawsze możesz zostać wolontariuszem.
Projekt
Projekt – projekt działania adresowanego do większej ilości osób ma swój cykl życia, przebiega w następujących po sobie, określonych etapach.
Najpierw przychodzi do głowy pomysł, idea działania, związana z problemem, który dostrzegamy.
Potem następuje etap przygotowania projektu. Poprzez analizę problemu / ustalenie przyczyn i skutków jego występowania, poprzez analizę celów / określenie celów i oczekiwanych rezultatów ich realizacji formułujemy plan działań, przewidujemy sposób, osoby, czas i miejsce ich realizacji. Ustalamy budżet przedsięwzięcia. Bardzo często etap formułowania projektu przebiega według niżej opisanego schematu:
| 1. Jak jest? |
Opis sytuacji wyjściowej; wyjaśnienie, na czym polega problem |
| 2. Jak mogłoby być? |
Opis wizji zmiany na lepsze |
| 3. Dlaczego nie jest tak, jak mogłoby być? |
Określenie przyczyn występowania problemu |
| 4. Co zrobić, żeby było lepiej? Żeby usunąć przyczyny występowania problemu? |
Określenie, co chcemy osiągnąć; określenie celów działania |
| 5. Jak to zrobić? W jaki sposób osiągnąć cele? |
Opis działań, które można podjąć, żeby osiągnąć cele |
| 6. Jak będzie przebiegała realizacja działań? Kto, co, kiedy, gdzie ma zrobić, żeby zrealizować zaplanowane działania? |
Opracowanie harmonogramu, planu pracy w czasie i w przestrzeni |
| 7. Jakie środki są potrzebne do zrealizowania działań? |
Opracowanie budżetu przedsięwzięcia |
Następnie podejmowane są prace organizacyjne, czyli nawiązywanie współpracy z osobami, instytucjami zainteresowanymi realizacją projektu, gromadzenie środków finansowych – wypełnianie i składanie wniosków o dotację.
Jeśli dostaniemy wsparcie finansowe, przystępujemy do realizacji projektu zgodnie z opracowanym harmonogramem działań.
A potem trzeba sprawdzić, czy osiągnęliśmy spodziewane rezultaty. Sporządzić sprawozdanie (dla siebie samych na pamiątkę) i dla instytucji wspierających.
Fundusze wspierające
Fundusze wspierające – wiele działań, które podejmujemy nie wymaga angażowania specjalnych środków finansowych. Gdy jednak uznamy, że do zrealizowania działań potrzebne są środki, którymi nie dysponujemy, możemy zwrócić się o wsparcie finansowe. Takiego wsparcia udzielają niektóre fundacje oraz wydzielone w urzędach miast, gmin, województw i w ministerstwach, fundusze. Fundusze i fundacje udzielają dotacji na określone cele. O dotację mogą się ubiegać zarejestrowane w Krajowym Rejestrze Sądowym organizacje (np.: stowarzyszenia), czy instytucje ( np.: szkoły) najczęściej przez udział, w tak zwanych, grantowych konkursach. Trzeba złożyć wniosek o dotację, czyli formularz, w którym szczegółowo, w wielu aspektach opisujemy nasz projekt. Jest bardzo prawdopodobne, że pierwszy wniosek zostanie odrzucony. Wtedy jest nam przykro i odchodzi ochota na robienie czegokolwiek. Ale następnego dnia, warto, mimo wszystko, umówić się z przedstawicielem fundacji i poprosić o wyjaśnienie, dlaczego wniosek nie był wystarczająco dobry, by dostać wsparcie finansowe. Jeśli potrafimy uchwycić sens tej krytyki i przerobić projekt na nowo, mamy duże szanse na uzyskanie dotacji w następnym konkursie.
Sponsor
Sponsor – to osoba, instytucja, firma, którą udało się przekonać do wsparcia naszego projektu. Sponsor zazwyczaj udziela wsparcia, gdy jest pewien, że mu się to opłaca. Na przykład, uzna, że odniesie korzyści, gdy zostanie rozreklamowany podczas realizacji naszego projektu. Zdarza się, że sponsor udziela wsparcia bezinteresownie. Dzieje się tak zazwyczaj wtedy, gdy popiera on cel, ideę naszego działania. Jego wsparcie może mieć charakter finansowy lub rzeczowy, taki, jak: udostępnienie pomieszczeń, wypożyczenie środków transportu, przekazanie na potrzeby uczestników projektu jakichś dóbr materialnych, czy przeprowadzenia szkolenia.
Przerzucanie mostów
Przerzucanie mostów – poszukaj wśród znajomych, przyjaciół osób, które zechcą realizować Twój pomysł razem z Tobą. Być może, że zaangażują się w działanie tak samo, jak Ty, ale nie jest wykluczone, że nie będzie im zależało na tym samym, na czym Tobie zależy w tym działaniu. Pomimo różnic interesów, starajcie się porozumieć, znaleźć to, co Was łączy i, co umożliwi zrealizowanie pomysłu. Przerzućcie między sobą mosty. A już razem zastanówcie się do kogo jeszcze powinniście przerzucić mosty, by pomysł zrealizować. Może do kogoś z Waszej szkoły, z urzędu gminy lub miasta. Może do kogoś z jakiejś organizacji pozarządowej, a może przedsiębiorcy, Zastanówcie się dla kogo Wasz projekt, z jakichś istotnych przyczyn jest ważny? Przerzućcie do nich mosty. Spotkajcie się, zacznijcie rozmawiać, starajcie się wykazać Waszym przyszłym partnerom, że projekt, którego wspólną realizację proponujecie, jest dla nich równie ważny, jak dla Was. Zaproście do współpracy.
Informowanie o tym, co robimy
Informowanie o tym, co robimy – informowanie w mediach o tym, co robimy, może doprowadzić do zwiększenia zasięgu naszego działania. Planując działanie powinniśmy uwzględnić w nim udział mediów, przede wszystkim lokalnych. Poprzez prasę, radio, telewizję można poinformować ludzi o tym co? i po co? coś robimy, można zaprosić osoby do wzięcia udziału w naszym przedsięwzięciu (np.: do obejrzenia zorganizowanej przez nas wystawy), można przekazać wiedzę na temat rozwiązywanego problemu, można też zachęcić do włączenia się do działań. Gdy zwracamy się do mediów, do konkretnego dziennikarza z gazety, radia czy telewizji z prośbą o zamieszczenie informacji, musimy dokładnie wiedzieć na przekazaniu jakiego typu informacji nam najbardziej zależy i w zależności od tego, przygotować i dostarczyć dziennikarzowi odpowiedni materiał do wykorzystania.
Wielu z Nas praktycznie nie wyobraża sobie życia bez samochodu. Codzienne dojazdy do pracy, szkół, sklepów, znajomych, wycieczki, to tylko kilka miejsc do, których poruszamy się za pomocą tego właśnie środka transportu. Samochód to jeden z najwygodniejszych sposobów poruszania się. Możemy dostać się gdzie tylko chcemy, nie jesteśmy uzależnieni czasem(tak jak w przypadku autobusów, które mają określone godziny odjazdów). Samochody są łatwo dostępne, a ich ceny są coraz niższe i na pewno każdy znajdzie “coś na własną kieszeń”.
Jednak posiadają one także wiele wad. Po pierwsze przyczyniają się do wzrostu zanieczyszczenia środowiska poprzez emisję szkodliwych tlenków, gazów itd. Po drugie jazda samochodem jest co raz droższa ze względu na wzrastające ceny paliw czy ropy. Drogi, szczególnie te dla samochodów są bardzo niebezpieczne. Jeśli chodzi o liczbę wypadków samochodowych, to Polska znajduje się w czołówce tej niechlubnej statystyki wśród krajów europejskich. Mimo prowadzonych kampanii społecznych, w których możemy zobaczyć zdjęcia z drastycznych i śmiertelnych wypadków samochodowych, liczba katastrof drogowych nie maleje. Nie powinien zatem dziwić fakt, że nie tylko ubezpieczenia samochodowe, ale wszelkie ubezpieczenia komunikacyjne w naszym kraju należą do najdroższych.
Wiele krajów poradziło sobie z tym problemem w sposób bardzo ciekawy i godny naśladowania. Tematem mojej pracy będą rowery w Holandii.
Jeżeli spotkamy przypadkową osobę na ulicy i zapytamy o to z czym kojarzy mu się Holandia jest niemal pewne, że jedną z jego odpowiedzi będzie rower. Skojarzenie to nie rodzi się jednak bezpodstawnie i ma swoje mocne uzasadnienie w rzeczywistości, gdyż Holandia to potęga jeżeli chodzi o rowery. Nie ma w tym stwierdzeniu przesady, zwłaszcza gdy uświadomimy sobie, że rowerów jest tam więcej niż ludzi. Skąd się to wzięło? Aby to wyjaśnić posłużę się historią.
Napoleon po zdobyciu Holandii nakazał budowę nowoczesnego systemu dróg. Przegrana Napoleona oznaczała nie tylko odzyskanie niepodległości, ale także gwałtowny spadek jakości nowo budowanych dróg. W latach 50. XIX wieku podjęto decyzję o zwężeniu napoleońskich dróg, aby ograniczyć koszty ich utrzymania. W ten sposób na terenie całego kraju powstały duże, niewykorzystane przestrzenie wzdłuż głównych traktów komunikacyjnych.
Ponieważ rower należał do najtańszych środków lokomocji przez co zyskiwał popularność, w 1887 r. zdecydowano, że drogi zostaną ponownie poszerzone, przeznaczając nową część dla ruchu rowerowego. Fragment jezdni został wyłożony dla oszczędności czerwoną cegłą. Często jednak nie przestrzegano tego podziału. W 1905 r. rząd holenderski wydał ustawę, zakazującą innym pojazdom wjeżdżania na pas przeznaczony dla rowerów.
Zakaz, szczególnie po pojawieniu się samochodów w 1915 r., nie zawsze był respektowany. Zdecydowano więc o oddzieleniu pasa dla rowerów żywopłotem lub szpalerem drzew, co w efekcie poprawiło znacznie bezpieczeństwo ruchu.
Ze względu na wzrost liczby samochodów w miastach również tam zauważono potrzebę budowy oddzielnych pasów ruchu dla rowerów. Już w latach 40. XX wieku w holenderskich miastach powstawały tunele, w których ruch rowerowy był prowadzony w oddzielnej części. Powstałe wtedy ścieżki przetrwały w niezmienionym stanie do końca XX wieku, kiedy to wiele z nich wzbogaciło się o nową, asfaltową nawierzchnię.
Dzisiaj Holandia jest to raj dla rowerzystów. Na potwierdzenie mojej tezy posłużę się jednym miastem w Holandii- Groningen. Kilkanaście lat temu władze Groningen przeprowadziły badania, których wyniki wyraźnie wskazały, iż najlepszą drogą rozwoju miasta jest inwestowanie w promocję komunikacji rowerowej. Podróżowanie rowerem pozwala lepiej wykorzystać cenne miejsce w centrum miasta, likwiduje korki uliczne, zanieczyszczenia i hałas, ale przede wszystkim oszczędza pieniądze i czas. Infrastruktura rowerowa jest znacznie tańsza niż samochodowa, dzięki czemu miasto może przeznaczyć więcej pieniędzy na inne cele.
Najważniejszym elementem tej polityki jest zaoferowanie możliwości bezpiecznej i wygodnej podróży wszystkim, którzy chcą jeździć na rowerze. Sieć ścieżek rowerowych w Groningen jest dobrze rozwinięta i daje taką możliwość. Składa się ona z odrębnych ścieżek rowerowych wzdłuż głównych ulic i przez tereny zielone, pasów dla rowerów wydzielonych z jezdni oraz ulic o ruchu uspokojonym. Zawiera również mosty i tunele przeznaczone wyłącznie dla rowerzystów i pieszych. Ruch rowerowy jest regulowany oddzielnym systemem świateł. Aby zwiększyć komfort i bezpieczeństwo cyklistów oczekujących na zmianę światła, przestrzeń dla rowerów na skrzyżowaniach została powiększona o pas przed samochodami, które muszą czekać aż rowerzyści przejadą. Dzięki temu rowerzyści nie wdychają spalin samochodowych, uniknięto też ryzyka wypadku przy skręcie w lewo.
Groningen rozwiązało pojawiający się wraz ze wzrostem liczby rowerów problem parkowania poprzez zainstalowanie ogromnej liczby stojaków. Są one niemal wszędzie: przy stacjach kolejowych, przed biurami, sklepami, szkołami, bibliotekami, kościołami… Istnieją też strzeżone parkingi rowerowe, zazwyczaj w podziemnych garażach.
Odpowiedzialność za utrzymanie infrastruktury rowerowej ponosi miasto. Ono zleca budowę nowych ścieżek i dba o utrzymanie istniejących. W budżecie na 1999 rok zapisano ponad 13 milionów guldenów (26 mln zł) na te cele. Dla porównania – roczne wydatki Warszawy (miasta dziesięciokrotnie większego) na ścieżki rowerowe nie przekraczają 1 miliona złotych.
Polityka transportowa Groningen jest skorelowana z fizycznym planowaniem zagospodarowania miasta. Urbaniści próbują utrzymać zintegrowaną strukturę miasta z większością funkcji miejskich w centrum, co redukuje potrzebę podróżowania na duże odległości. Śródmieście zostało zamknięte dla ruchu samochodowego (z wyjątkiem aut mieszkańców oraz dostawców) i obecnie jest strefą pieszo-rowerową. Aby zniechęcić do ruchu w centrum miasta zostało ono podzielone na cztery sektory. Żeby przejechać samochodem pomiędzy sektorami, należy najpierw wyjechać na obwodnicę i dopiero nią można dostać się do innego sektora, co ewidentnie wydłuża czas podróży i zniechęca do poruszania się autem. Większość ulic jest jednokierunkowa dla samochodów i dwukierunkowa dla rowerów (czasem również dla autobusów). Samochód można zaparkować jedynie w podziemnych garażach, oczywiście za odpowiednią opłatą. Obecnie planuje się rozszerzenie systemu poza centrum.
Mieszkańcy Groningen są motywowani do podróży rowerami również za pomocą bodźców ekonomicznych. Część biur i firm wypłaca dodatek do pensji za dojeżdżanie do miejsca pracy rowerem. Przykład daje urząd miasta, gdzie premia ta wynosi 100 guldenów (200zł) rocznie lub dwa razy więcej, jeżeli odległość przekracza 10km. Natomiast urzędnicy dojeżdżający własnym samochodem muszą płacić za parking i mogą z niego korzystać jedynie wtedy, gdy dowożą innych pracowników (jest to tzw. car-pooling).
Kilka zdjęć z Groningen:
1)

2)

3)

Przykład tego miasta, jakich jest wiele w Holandii. Pokazuję, że inwestycja w drogi rowerowe to dobry pomysł.
Ograniczamy ilość wydzielanych do środowiska szkodliwych gazów, miasto staję się bezpieczniejsze, ludzie dbają o swoje zdrowie to zaledwie garstka z wielu zalet tego projektu. Mam nadzieję, że polskie samorządy wezmą sobie do serca przykład nie tylko Holandii, ale wielu innych krajów zachodnioeuropejskich. Należy jednak pamiętać, że sama budowa ścieżek rowerowych nie wystarczy. Należy wybudować wypożyczalnie, miejsca parkingowe, sygnalizacje świetlne. Zmiany trzeba jednak zacząć od świadomości ludzkiej, której trzeba uzmysłowić, że istnieje także inny rodzaj transportu niż samochód.
Tyberiusz Kriger
Posiadanie
Przypuśćmy, że powierzchnia na jakiej żeruje kret pokrywa się z powierzchnią trawnika przed domem. Właścicielem trawnika jest człowiek. Ale i kret jest przekonany, że jest to jego trawnik. Przy czym oczywiście niby ten sam trawnik jest zupełnie czym innym dla jednego i drugiego. Jeśli człowiek jest zwolennikiem krótko strzyżonego, jednorodnego trawnika, wszystko to, co nie jest trawą o akceptowalnych przez niego parametrach będzie traktował jako chwast i będzie starał się to zniszczyć. Rośliny, które wyrywa, podlewa szkodliwymi środkami nie traktuje jako swojej własności. Z kretem jest inaczej. Likwidacja „chwastów” redukuje jego zasób posiadania i w konsekwencji dramatycznie ogranicza menu.
Jeśli człowiek wzniósł altanę, jest jej właścicielem. Kret nie, mimo, że stoi na jego trawniku. I odwrotnie, człowiek nie jest właścicielem kretowiska. I kret, i człowiek najchętniej wyeliminowaliby obiekty zbudowane przez drugiego. Niechciane obiekty w ich odczuciu szpecą. Kret jest bezradny wobec człowieka. Człowiek może dać kretowi do zrozumienia, że bez względu na to, co sobie myśli jest intruzem. A jeśli kret tego nie zrozumie, może go potraktować jak przestępcę, który narusza jego świętą własność trawnika i próbować się go pozbyć.
Kret jest zwierzęciem ukształtowanym przez ekosystem w którym żyje. Pojedynczy, konkretny kret nie może zmienić swoich zdolności i upodobań. Człowiek może. Może traktować własność trawnika wielowymiarowo. Nie sprowadzać go do płaskiego, pozbawionego wzorów dywanu. Może cieszyć się każdą rośliną, jaka wprowadza nowy kształt, nową barwę na jego trawniku i zaprasza nowe owady i zwierzęta. Kret nie będzie dla niego intruzem. Będzie mówił o nim mój kret.
Istnieje mnóstwo typów zachowań związanych z posiadanie rzeczy, z ich nabywaniem i utratą. Przyjrzyjmy się dwóm przeciwstawnym i egzotycznym przypadkom. Pierwszy związany jest z rytuałem kuli mieszkańców wysp Trobriandzkich, a drugi potlaczem Indian Kwakiutlów.
Kula towarzyszyła wymianie gospodarczej jaka miała miejsce pomiędzy wyspami zamieszkałymi przez Trobriandczyków. Podczas wypraw kupieckich wędrowały ruchem kołowym z wyspy na wyspę rzeczy mające znaczenie ekonomiczne i rzeczy będące rytualnymi darami. W wyniku stałego krążenia darów utrwalano więzi społeczne między wyspami i określano wzajemne pozycje. Dary nie mogły być zatrzymywane, bo cały rytuał wymiany tracił sens. Elementem spajającym społeczność był zatem mechanizm wymiany rzeczy, które zyskiwały na swojej wartości za każdym razem, gdy zmieniały swojego właściciela. Trzymanie daru i nie przykazywania go dalej obniżało jego wartość. Przekazując rzecz dalej kolejnemu właścicielowi dar zyskiwał na wartości, bo był przez pewien czas nasz.
Na oddalonych wyspach, by utrzymać więź, konieczna była instytucja, która nakłaniała wyspiarzy do podejmowania dalekich wypraw. Tak więc największym darem było zapewne samo przybycie. Radość odwiedzin, wymiany wieści o tym co się wydarzyło od czasu poprzedniej wizyty. Wspólne spędzenie czasu na rytuale wymiany i zabawie.
Potlacz z kolei dotyczy plemion zamieszkujących obszary hojnie obdarzone przez naturę. Zdobywanie pożywienia, materiałów budowlanych było stosunkowo proste. Potlacz służył do manifestowanie swojej pozycji społecznej poprzez rytualne niszczenie cennych rzeczy na oczach zaproszonych gości. Niszczono zarówno pożywienie, jak i narzędzia, sprzęty domowe, a nawet palono domy. Osoba zaproszona, jeśli chciała zachować status społeczny równy gospodarzowi, musiała go po pewnych czasie zaprosić i w jego obecności zniszczyć przynajmniej taką samą ilość posiadanych rzeczy.
Oczywiście niszcząc dobytek należało myśleć kilka ruchów do przodu. Rzeczy musiały być stosunkowo szybko ponownie zgromadzone, by nie wypaść z gry i móc kolejnym razem dokonać równie efektownego, albo i większego zniszczenia. Im więcej w krótkim czasie można było zgromadzić i zniszczyć, tym wyższą zachowywało się pozycję społeczną.
Jakie są analogie z mami? Czy nie można czasem odnieść wrażenia, że żyjemy na odległych wyspach, ale trudno nam zdobyć się na wyprawę i znaleźć czas dla innych? Czy nabywanie i niszczenie (wyrzucanie) rzeczy nie określa zbyt często naszej pozycji? Czy, tak jak Kwakiutlowie mamy nieograniczony dostęp do żywności, surowców i innych dóbr naturalnych?
Sklep i nasze potrzeby
Kupując w sklepie czy necie zaspokajamy potrzeby, które można podzielić na cztery grupy:
- użytkowe polegające na nabywaniu rzeczy i usług, które są nam przydatne w naszym życiu. Choć zdarza się przecież i tak, że kupujemy coś, co się później okazuje zupełnie niepotrzebne.
- komunikacyjne polegające na nadawaniu rzeczom oraz naszym zachowaniom w sklepie znaczeń. Choć znaczenia lubią się zmieniać i to, co było dla nas bardzo ważne za dzień, dwa może okazać się śmieszne.
- towarzyskie polegające na spotykaniu się ze znajomymi, wspólnym spędzaniu czasu, rozmawianiu, plotkowaniu. Choć część sklepów, przez swoją wielkość i oddalenie od miejsca zamieszkania w niewielkim stopniu nadaje się do tego. A internet to już w ogóle.
- rekreacyjne Sama czynność kupowania może być przyjemna, a nawet dostarczać radości. Choć bywa i tak, że zakupy nas męczą i narzekamy, że pożerają czas.
Jak działa zwykła reklama?
“ Na mnie reklama nie działa!”. To często powtarzana deklaracja, mająca świadczyć o tym, że jesteśmy wolni od wpływu reklam. Zastanawiam się, jak to się dzieje, że w epoce billboardów i spotów telewizyjnych kwestionujemy skuteczność reklamy? Jak ona działa? Jakie mechanizmy uruchamia, żeby zapewnić sobie skuteczność, a swoim odbiorcom dać wiarę, że są wolni od jej wpływu?
Próba odpowiedzi
Reklama nabiera znaczenia jako element strategii marketingowej pełniący funkcję komunikacyjną
Reklama komercyjna jest częścią miksu marketingowego, czyli związku czterech elementów:
produktu (rzecz, usługa, jej jakość, wzór, cechy użytkowe, marka, opakowanie, zestaw usług, które nabywca otrzymuje w momencie zakupu), ceny (cena produktu wraz z innymi opłatami za transport, rabaty, warunki kredytowania), dystrybucji (działania, dzięki którym produkt staje się łatwo dostępny dla nabywców, lokalizacja, miejsce sprzedaży, sposób wystawienia, transport), promocji (działania komunikacyjne, takie jak reklama, promocja sprzedaży, public relations, personel sprzedaży, sprzedaż bezpośrednia).1
Będąc elementem miksu, odnosi się zawsze do czegoś – konkretnej rzeczy, usługi, którą można kupić za określoną cenę i w określonym miejscu. Wzajemne związki między wymienionymi zmiennymi zapewniają sukces marketingowy – wzrost popytu na oferowany produkt czy usługę. Reklama, obok innych działań komunikacyjnych z grupy promocji, pełni w tym układzie rolę narzędzia komunikowania
się producenta z nabywcami i wypełnia precyzyjnie określoną misję: informowania nabywców o dostępnym produkcie i jego zaletach, przekonania ich do produktu oraz nakłonienia do zakupu.
Reklama nabiera więc znaczenia jako integralny element strategii marketingowej pełniący funkcję komunikacyjną.
Reklama jako działanie komunikacyjne
Proces komunikowania rozwija się między nadawcą przekazu, posiadającym intencję (cel, dla którego zainicjował kontakt) i odbiorcą przekazu, który podejmuje próbę interpretacji tej intencji. Komunikowanie to proces porozumiewania się, wzajemnego wpływu, uzgadniania znaczenia intencji nadawcy, a efektem komunikowania powinno być osiągnięcie porozumienia – zgodności intencji nadawcy z interpretacją odbiorcy.
Przyjrzyjmy się reklamie jako elementowi strategii marketingowej, który pełni funkcję komunikacyjną. Przyglądnijmy się reklamie jako dwufazowemu aktowi komunikacyjnemu zachodzącemu między producentem a potencjalnym nabywcą produktu.
PIERWSZA FAZA PRZEKAZU – NADAWANIE
Reklama “mówi” w intencji producenta.
Reklama komercyjna, jako część strategii marketingowej, działa w interesie producenta, który z góry zakłada, że bez wcześniej przygotowanej przez niego akcji reklamowej nabywca nie dokona zakupu oferowanego produktu. Sprzedawca inicjuje kontakt z potencjalnym nabywcą po to, by przekonać go do konkretnego produktu i nakłonić do zakupu. Inicjuje kontakt z intencją zaspokojenia własnych potrzeb i uzyskania korzyści dla siebie. To w jego imieniu “mówi” reklama.
Dominacja “mówcy”
Intencja producenta determinuje typ relacji, w jakich odbywa się komunikacja z nabywcą. Producent nie koncentruje się na kontakcie z nabywcą, on wywiera wpływ – nakłania do zakupu. W takim ekspansywnym typie oddziaływania uruchamia model komunikacji jednokierunkowej – komunikacji akcji, zdeterminowanej przez własne wybory.
“Mówca” potrzebuje “słuchacza”
Reklama nigdy nie jest adresowana do wszystkich. Mówca potrzebuje “słuchaczy”, tzn. osób, które są w miarę jednorodne, których wykształcenie, upodobania, postawy wobec oferty są raczej podobne
niż odmienne. Reklama skierowana jest do konkretnej grupy docelowej, do określonej
kategorii konsumentów, na przykład do grupy młodych matek, studentów mieszkających w akademikach, nastolatków, rodzin średniozamożnych, emerytów, nowożeńców, grupy mniejszości,
zamożnych kawalerów itp. Ustaleniem, kto będzie grupą docelową, czyli grupą, do której będzie adresowany przekaz reklamowy, zajmują się marketerzy. W badaniach marketingowych, na podstawie
danych demograficznych, takich jak: wiek, płeć, wykształcenie, miejsce zamieszkania, dochód, stan cywilny, itp., czasami też danych psycho – kulturowych (styl życia, skłonność do zmiany upodobań i
przyzwyczajeń, itd.), określają socjologiczne kategorie konsumentów, wykreślają profil konsumenta. To on będzie adresatem reklamy.
“Mówca”staje się nadawcą przekazu, który zabiega o jego
skuteczność
Producent wiedząc, co i komu chce powiedzieć, oddaje sprawę w ręce producentów reklamy. Oni zabiegają o to, by reklama była skuteczna, by zwróciła uwagę odbiorcy na produkt, rozbudziła jego zainteresowanie, wywołała pragnienie zakupu oraz spowodowała akcję2. W tym celu konstruują taki przekaz, który przez adresata reklamy – wyprofilowaną kategorię konsumentów – zostanie zaakceptowany.
Nadawca, konstruując przekaz reklamowy, projektuje oczekiwania adresata
Mówca jest dobrym nadawcą dopiero wtedy, gdy wyobraża sobie stan psychiczny swego słuchacza i stara się wczuć w jego system znaczeń.3 Twórcy reklam zakładają, że wyprofilowane kategorie
konsumentów posiadają jednakowe potrzeby w danej dziedzinie życia.
Przekaz reklamowy budują w oparciu o analizę potrzeb tych społecznych kategorii, do których przekaz ma dotrzeć.
Komunikat reklamowy zostaje skrojony na ich miarę. Poza tym, producenci reklam stosują tak zwaną zasadę dopasowania, związaną z procesem kształtowania stosunku odbiorcy reklamy do prezentowanych w niej produktów i usług.4 Dopasowanie może dotyczyć np. związku między charakterem produktu i osobowością konsumenta, związku między produktem i jego reklamą, czy też
między sposobem dokonywania zakupów i charakterem reklamy.
Komunikaty reklamowe nakłaniają odbiorców do zmiany postaw poznawczych i emocjonalnych wobec oferowanych pakietów konsumpcyjnych
Treści i forma komunikatu reklamowego zdeterminowane są intencją producenta – mają zadziałać, sprawić by zwiększył się popyt na oferowany produkt. Ich celem jest nakłonienie odbiorcy do zmiany
postaw wobec reklamowanego produktu bądź sprzedawcy produktu.
Cel ten realizowany jest na dwóch poziomach organizacji komunikatu reklamowego, poziomie treści i formy.
Na poziomie treści konstruowany obraz świata odzwierciedla świat marzeń socjologicznie wytypowanych kategorii konsumentów, a oferowane produkty, narzucane pakiety konsumpcyjne są tego świata szczęśliwości nierozłącznym elementem.
Na poziomie formalnym komunikatu niepodzielnie rządzi perswazja, przekonywanie odbiorców do nabycia reklamowanego produktu.
Odbiorcom przedstawiane są rozmaite (często sprzeczne i niewiarygodne) racje po to, by wzmocnić ich pozytywne lub zmienić ich negatywne nastawienie wobec oferowanego pakietu konsumpcyjnego.
Reklama “buduje konsumentowi motywację”, “pobudza i ukierunkowuje jego aktywność”. Przekonuje. Ale taka jest jej rola. Im lepiej pokieruje świadomością adresata, tym bardziej będzie skuteczna. Im lepiej dostosuje strategię perswazyjną do charakteru grupy docelowej, tym większa będzie szansa na spowodowanie zakupu.
W tym celu producenci reklam wykorzystują w swojej pracy rozmaite sposoby przekonywania. Na przykład : “strategię kija” (przedstawienie strat, pojawiających się w wyniku braku podporządkowania
się sugestiom), “strategię marchewki” (przedstawienie korzyści możliwych do uzyskania dzięki podporządkowaniu się sugestiom), “strategię zaszczytu” (taka manipulacja sytuacją, by odbiorca, podporządkowując się sugestiom, osiągnął rację dla odczuwania dumy), “strategię samopotępienia” (taka manipulacja sytuacją, by odbiorca, unikając podporządkowania sie sugestiom, sam siebie karał poczuciem wstydu, winy, poniżenia, “strategię przenoszenia kompetencji”(odwoływanie się do zdania
ekspertów), czy „strategię konformizacji” (odwoływanie się do wzorców i aktywności innych osób)5.
W trakcie przekonywania zmienia się myślenie konsumentów o reklamowanych produktach. Ulegają zmianie postawy poznawcze i emocjonalne adresatów reklam wobec reklamowanych produktów, a w efekcie zachowania konsumenckie. Reklama staje się narzędziem kształtowania postaw konsumenckich.
DRUGA FAZA PRZEKAZU – ODBÓR
Odbiór komunikatu reklamowego również kontrolowany jest przez jego nadawcę. Skuteczność reklamy na tym etapie jej oddziaływania uzależniona jest od procesów poznawczych funkcjonujących w ludzkich umysłach podczas odbioru przekazu reklamowego, procesów:
percepcji, uwagi, przetwarzania informacji, wyobraźni, pamięci6. Twórcy reklam, w sposób mniej lub bardziej świadomy, odwołują się do wiedzy psychologicznej o tych procesach i wykorzystują w
swojej pracy prawidłowości organizujące je. I tak, w trakcie odbioru komunikatu:
To co jest słyszane, widziane jest efektem zastosowania zasad organizujących
spostrzeganie obrazu przez człowieka (np. zasada równowagi, centralnego punktu optycznego, prostoty, dynamizmu, itp.).
To, co zostaje usłyszane, zauważone jest bardzo często (choć nie zawsze) efektem wykorzystania prawidłowości warunkowania klasycznego, opisanego przez Pawłowa.
Twórcy reklam stosują tę zasadę, by obniżyć działanie procesów świadomych – angażujących uwagę i krytyczną analizę treści, na rzecz uruchomienia procesów automatycznych – wpływających na nasze emocje. Takie oddziaływanie na emocje i kształtowanie pozytywnych ocen emocjonalnych wobec
oferty przy użyciu reguły warunkowania klasycznego jest w praktyce reklamowej bardzo często stosowane.
To, co zostaje zrozumiane jest efektem uruchomienia jednego z dwóch trybów analizy komunikatu perswazyjnego. W dziedzinie reklamy najważniejszą drogą zmiany postaw odbiorców jest działanie przekazu perswazyjnego.
Jak twierdzą znawcy7, do zmiany postaw może dochodzić dwoma, różnymi torami, centralnym i peryferyjnym. Centralny tor perswazji opiera się na rozważaniu przez odbiorcę merytorycznej wartości otrzymanej informacji,(…) zmiana postawy zależy w tym wypadku od jakości argumentów użytych w komunikacie i ich spójności logicznej i ma charakter trwały. Peryferyjny tor perswazji opiera się na powierzchownym zidentyfikowaniu jakiegoś sygnału, implikującego pozytywny lub negatywny stosunek odbiorcy do stanowiska oferowanego w przekazie. (…) Rozpoznanie przez odbiorcę takiego sygnału jako pozytywnego może przesunąć jego postawę w kierunku zgodnym z treścią komunikatu. W w praktyce reklamowej częściej uruchamiany jest peryferyjny tor perswazji i skrócony tryb analizy docierającego argumentu perswazyjnego, który w mniejszym stopniu angażuje uwagę odbiorcy na treści komunikatu odbiorcy, a uwypukla znaczenie tego, kto i w jaki sposób argumenty przekazuje.
To, co zostaje zaakceptowane jest efektem wywołania dobrego nastroju u odbiorcy, uruchomienia filtru percepcyjnego (sprawienia, żeby odbiorca zobaczył to, co chce zobaczyć, usłyszał to, co chce usłyszeć).
Jak to wszystko działa?
Ot, pierwszy z brzegu przykład.
Wczoraj listonosz przyniósł mi do domu przesyłkę z mojego banku. Wraz z wyciągiem z rachunku bankowego otrzymałam folder reklamowy: Wakacyjne rabaty z kartami banku X.
Pierwsza strona broszury:
na wysokości 2/3 kartki spostrzegam obrazek czteroosobowej rodziny: tryskającego energią mężczyznę, wzbudzającego zaufanie ojca, radosne, zdrowe dzieciaki, no i ładną kobietę, opiekuńczą matkę. Z jej twarzy emanuje spokój i rozwaga. To jej wizerunek znajduje się w prawym, górnym rogu kartki.
Cała czwórka połączona uściskiem. Widać, że są razem. Wszyscy w nieskazitelnie śnieżnobiałych ubraniach. Odpoczywają nad błękitnym morzem. Zobaczyłam obraz szczęśliwej, rozwojowej rodzinki. Od razu pomyślałam o swojej rodzinie. Czy moja też jest taka? Potem zobaczyłam obraz karty rabatowej, dwóch stron karty. Na jednej z nich widoczna jest fotografia kobiety, p. Kowalskiej, posiadaczki karty oraz logo banku, z którego usług korzystam. Pomyślałam, że inni klienci banku, a jest on bankiem popularnym, już skorzystali z tej oferty, to i ja powinnam jak najszybciej tę kartę kupić.
Następnie mój wzrok powędrował na wyraz: rabaty zaznaczony tłustą czcionką i kursywą. Potem zauważyłam, że to wakacyjne rabaty, wakacyjne zniżki z kartami banku, do którego należę.
Pomyślałam, że poprzez tę ofertę mogę zmniejszyć wakacyjne wydatki, przecież dbam o budżet rodziny. Najpierw uderzono w moją najczulszą strunę – potrzebę budowania więzi rodzinnych. Skojarzono kartę z wizerunkiem szczęśliwej rodziny. Wprawiono mnie w dobry nastrój. Odwrócono moją uwagę od treści przekazywanej informacji. Absurdalnej informacji o tym, że powinnam kupić kartę rabatową, żeby kupić następnych kilka usług, których wcale nie potrzebuję do budowania więzi rodzinnych! Następnie pouczono mnie, że inni już kartę kupili, więc i ja powinnam ją jak najszybciej kupić, by nie odstawać od społecznie akceptowanych wzorów zachowań, a jako odpowiedzialna matka i żona powinnam w sposób racjonalny pomyśleć o budżecie rodziny.
Któryś z tych argumentów powinien zadziałać. Powinnam kupić kartę jako przepustkę do krainy szczęśliwych rodzin.

Nie kupiłam reklamowanej usługi Nie kupiłam, ponieważ:
*nie chcę, by manipulowano moimi emocjami, postawami, w końcu moimi wyborami
* nie chcę być przekonywana do czegokolwiek przez stosowanie ukrytych, maskowanych strategii
* nie chcę, by narzucano mi recepty na życie, które z moim życiem nie mają nic wspólnego
* złości mnie niezachwiana pewność nadawcy komunikatu, że jego oferta jest dla mnie najlepsza. Chciałabym mieć możliwość uzgodnienia ze sprzedawcą, jaką usługą może rozwiązać moje własne problemy. Ale wtedy pisałabym już o marketingu budowanym “oczami nabywcy” i o innej marketingowej strategii komunikacyjnej, odmiennej od jednokierunkowego działania komunikacyjnego, jakim jest reklama.
Anna Schindler w oparciu o:
Ph. Kotler, Kotler o marketingu. Jak tworzyć, zdobywać i dominować na
1. rynkach, Gliwice 2006, s. 65
2.Ph. Kotler, j.w.,
3.Z. Nęcka, Komunikacja międzyludzka, Kraków 2000, s. 36
4.D. Doliński, Psychologiczne mechanizmy reklamy, Kraków 2005, s. 54 – 55
5.Z. Nęcka, Komunikacja międzyludzka, Kraków 2000, s. 64 – 65
6.Tę problematykę szczegółowo opisuje Dariusz Doliński w pracy pt.:Psy-
chologiczne mechanizmy reklamy, j.w.
7.R. Petty, J. Cacioppo, (1985), [w:] D. Doliński, j.w., s. 97
Bycie eko jest trendy.
Coraz więcej celebrytów angażuje się w medialne akcje i nakłania do ekologicznego stylu życia. Zachęcają nas do zainwestowania w energooszczędne oświetlenie, do oszczędzania wody czy do noszenia zakupów w bawełnianej torbie o najmodniejszym wzorze.
Wszystkie te happeningi są niewątpliwie bardzo pożyteczne, jednak czasem rozczarowują powierzchownością.
Przejście przez życie „lekką stopą” wymaga dogłębnej refleksji i kompleksowych rozwiązań. Do uzdrowienia organizmu nie wystarczy jedno lekarstwo.
Najlepiej zmienić styl życia. Całą jego filozofię.
Z ekologią jest tak samo. Trzeba spojrzeć na problem całościowo i zmienić sposób myślenia. Chodzenie na zakupy z torbą wielokrotnego użytku nie wystarczy.
Jeden ważny argument w czasach kryzysu jest nie do przecenienia. Życie ekologiczne jest ekonomiczne!
Zachęcam, żeby każdy przyłączył się do akcji, która już od jakiegoś czasu była propagowana na zachodzie. Spróbujcie przeżyć jeden miesiąc za grosze. Uregulujcie stałe rachunki, takie jak prąd, gaz, czynsz itp. Przeznaczcie sobie na każdy tydzień określoną (mniejszą niż zwykle) kwotę pieniędzy. To będzie Wasz limit, którego pod żadnym pozorem nie możecie przekroczyć.
Taki eksperyment niesie ze sobą same profity. Dzięki powyższym ograniczeniom kupujecie tylko najpotrzebniejsze artykuły. Koniec z kompulsywnymi zakupami. Czas pożegnać nikomu niepotrzebne produkty, które kupowane pod wpływem impulsu, wcześniej czy później lądują w koszu i powiększają lawinowo rosnącą górę śmieci na wysypisku.
Doświadczenie to uczy także kreatywności. Kiedy chcesz mieć nowy ciuch, a jesteś ograniczony przez nieprzekraczalny budżet, zawsze możesz zrobić coś z niczego. W końcu potrzeba jest matką wynalazku!
Wystarczy zrobić porządek w szafie i trochę pokombinować. Tu coś odciąć, tam coś przeszyć, dołożyć nowy element, poszukać alternatywnych dodatków. Poszukiwania przynoszą dużo radości. Z kolei, gdy kończą się pieniądze przeznaczone na jedzenie, można zajrzeć w odmęty kuchennych szafek i przekonać się, że ze znalezionych tam składników można wyczarować naprawdę wykwintne potrawy. Wiem co mówię, bo sam przeprowadzając ten eksperyment też dotarłem do tego etapu .
Nagle wszystko staje się kwestią pomysłowości. Zmienia się punkt widzenia.
Jest jeszcze jeden bardzo ciekawy i pouczający sposób na sprawdzenie „lekkości swojej stopy”.
Wyobraźcie sobie, że mamy poniedziałkowy poranek, a śmietnik w Waszym mieszkaniu jest pusty, gdyż opróżniliście go poprzedniego wieczoru. Od tego momentu wszystko, co wyrzucicie będziecie musieli nosić ze sobą do końca tygodnia. Będziecie przemieszczać się
z wyprodukowanymi przez siebie odpadami do pracy, na zakupy, na imprezy, nosząc je cały czas przy sobie. Czy w tej sytuacji kupicie wodę mineralną w małych buteleczkach? Czy może postawicie na ekonomiczne opakowanie? Czy zdecydujecie się na herbatę
w jednorazowych torebkach? A może polubicie liściasty napar? A co z zakupami produktów spożywczych? Sięgnięcie po plastikowe tacki, widelczyki, kubeczki? Lista rzeczy, które mogłabym tu wymienić jest naprawdę długa.
Niestety wciąż jeszcze niewiele osób potrafi myśleć w ten sposób. Dlatego zachęcam do refleksji nad opisanymi zagadnieniami.
Warto pochylić się nad tą kwestią, by dojść do wniosku, że uważne, ekologiczne życie przynosi same pożytki.
Pozwala odciążyć Matkę Ziemię, sprawia, że w portfelu pozostaje więcej pieniędzy i daje poczucie zadowolenia, kiedy udaje nam się zrealizować wytyczane cele!
Zatem, kalkulatory w dłonie i do dzieła!
|