W tym dziale prezentujemy przykłady negatywnych praktyk, które wypadałoby zmienić. Zjawiska, które niekorzystnie wpływają na ludzkie postawy, lub mają zły wpływ na otaczającą nas rzeczywistość. W miarę możliwości wskazujemy rozwiązanie danej sytuacji.
Wg mnie bez sensu jest/są:
- Segregowanie śmieci. Sama idea segregacji jest oczywiście jak
najbardziej sensowna, ale co z tego, skoro faceci odbierający nasze
śmieci wrzucają je do jednego kubła.
- Palenie plastikowych butelek. Moi sąsiedzi robią to niemal co
tydzień, zatruwając przy tym całe osiedle. A wtedy znowu zadaję sobie
pytanie: donosić na sąsiada do straży miejskiej czy nie donosić?
- Produkcja samochodów na benzynę, podczas gdy już dawno dostępne są
auta z napędem pneumatycznym i nadal nie są popularne. Gdyby takie
pojazdy jeździły po ulicach obyło by się bez zanieczyszczania
środowiska i bezsensownych wojen o ropę naftową. Ale najwyraźniej ropa
przynosi większe korzyści i “wielcy” ludzie tego świata nie pozwolą na
to, by przestała być potrzebna.
- Masowa sprzedaż napojów w plastikowych butelkach, zamiast w
szklanych, które można oddawać do recyclingu.
- Rozdawanie tysięcy ulotek, które zaraz po zerknięciu na nie (co i
tak zdarza się rzadko) lądują w śmietniku (legenda głosi, że ktoś
kiedyś zainteresował się usługą prezentowaną na ulotce i skorzystał z
oferty)
- Dekoracje świąteczne, które owszem, ładnie wyglądają, pod warunkiem,
że są zrobione z gustem. A to zdarza się rzadko. Niektórzy ludzie mają
zamiłowanie do przepychu i kiczu, im więcej świecidełek przed domem
tym lepiej. Niestety, wygląda to żałośnie i w dodatku czerpie dużo
prądu, chyba, że żarówki są energooszczędne, co rzadko się zdarza.
- Mycie zębów z akompaniamentem szumu bieżącej wody. Po co?
- Zostawianie zapalonego światła w pomieszczeniu. Ganię za to
domowników, zdarza mi się zgaszać światło nawet kiedy są w pokoju (”bo
jeszcze jest jasno za oknem”), co może jest już trochę obsesyjne, ale
lepiej przesadzać w tę stronę, niż w drugą.
- Noszenie prawdziwych futer. Pomijając fakt, że jest to nieludzkie,
to kobieta czy Jacyków w futrze wygląda kiczowato, masakrycznie,
ohydnie. Po prostu źle.
Ona – śliczna idiotka, on – muskularny macho, czyli stereotyp dźwignią handlu. Rzecznik praw obywatelskich żąda kontroli seksistowskich reklam w telewizji
Reklamy. A tam najwięcej młodych, ślicznych dziewczyn. Proporcjonalne rysy twarze, zgrabne sylwetki, skóra bez zmarszczek, ciało bez fałd tłuszczu. Ideał, jakiego nie ma. Ideał, który najlepiej sprzedaje. Co? Niestety, niemal wszystko, bo i dachówki, wodę niegazowaną, zlewozmywak, komputery , szkołę nauki jazdy.
- Zaskoczył mnie miesięcznik “Dwell” (pismo dla projektantów domów). W jednej z reklam obok nowoczesnego zlewu stoi znana modelka Heidi Klum. Oczywiście nie zmywa, jest w ładnym garniturze. Ale nie ma bluzki! Czy ja mam tak ubrana w domu zmywać? – pyta, oczywiście retorycznie, konsumentka amerykańskich mediów.
Amerykanka Jennifer Siebel Newsom w dokumencie “Miss Representation” (jego pokaz zainaugurował w Polsce kampanię Instytutu Spraw Publicznych na rzecz partnerstwa kobiet i mężczyzn w życiu prywatnym i publicznym) pokazuje dramatyczne dane: w mediach nastolatki i kobiety przed trzydziestką stanowią 71 proc. wszystkich pokazywanych kobiet, w rzeczywistości to 39 proc. A kobiety po czterdziestce stanowią 47 proc. wszystkich Amerykanów; w telewizji pokazuje się ich 26 proc. Wniosek: amerykańskie media wypaczają rzeczywistość.
A polskie? Nikt tego nie policzył, ale wystarczy przejść się ulicą, posurfować po sieci, poskakać po kanałach w telewizji i nie ma wątpliwości: podążamy w tym samym kierunku!
Chcecie dowodu?
- Kobiece nogi z majtkami opuszczonymi do kostek i napis: “Ceny spadają na maxa!” (reklama sklepu Maximus).
- Trzy nagie leżące na plecach kobiety z wypiętymi tyłkami i tekst: “Nasze siedemnastki sprzedają się za darmo” (reklama monitorów komputerowych).
- Młoda leżąca kobieta (ubrana) i napis: “Od września dajemy za darmo” (reklama usług internetowych).
- Na masce auta siedzi dziewczyna w czerwonej mini i czerwonych kozakach, tekst: “Zaliczysz za pierwszym razem” (reklama szkoły nauki jazdy).
I do tego reklamy kosmetyków, proszków do prania, zapachów do łazienki, sosu do pieczeni, aparatu fotograficznego, usług bankowych – tam właściwie nie ma kobiet po trzydziestce!
“Od września dajemy za darmo” jest w sądzie. To będzie precedensowy pozew o ochronę dóbr osobistych. Firmę Multimedia Polska SA pozwała fundacja Gender Center. Domaga się przeprosin na billboardzie w centrum Warszawy, w internecie, “Gazecie Wyborczej” i “Rzeczpospolitej” (”Przepraszamy kobiety za zaprezentowanie reklamy odwołującej się do seksistowskich skojarzeń poniżających i urażających godność kobiet”), a także 100 tys. zł dla Federacji na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny.
- Ta reklama to wierzchołek góry lodowej – przyznają działaczki Gender Center. Czy wygrana w tym procesie pomoże w walce z takimi reklamami?
Łatwiej zwalczać seksistowskie promocje w telewizji. Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji na nadawców takich reklam może nałożyć wysokie kary, bo ustawa medialna wprost zakazuje reklam dyskryminujących ze względu na płeć.
Irena Lipowicz, rzecznik praw obywatelskich, właśnie zwróciła Radzie na to uwagę. Pyta, czy Rada zajmie się reklamami, w których kobieta jest traktowana jako obiekt seksualny (np. w reklamach środków na potencję), występuje jako kura domowa (np. reklamy sprzętu AGD czy produktów spożywczych) czy jako wiecznie piękna 20-latka (kremy dla kobiet po pięćdziesiątce reklamują młode dziewczyny).
W dokumencie “Miss Representation” wypowiadają się wpływowe kobiety Ameryki, m.in. Condoleezza Rice (sekretarz stanu w administracji prezydenta George W. Busha), Nancy Pelosi (pierwsza kobieta, która została przywódcą frakcji parlamentarnej jednej z dwóch głównych partii i pierwsza kobieta, która została rzecznikiem Izby Reprezentantów), Katie Couric (pierwsza w USA kobieta prowadząca wieczorne wiadomości w wielkiej sieci telewizyjnej CBS). I przestrzegają: takie reklamy wzmacniają stereotyp, że kobieta ma być piękna, gotować, sprzątać i wychowywać dzieci. W konsekwencji dzisiejsze pokolenie nastolatek nie będzie się garnąć do udziału w życiu publicznym – bo to sfera zarezerwowana dla mężczyzn.
Autorka dokumentu Jennifer Siebel Newsom wylicza, że tylko w 67 krajach na świecie kobieta została prezydentem lub premierem. Ameryka nie jest jednym z nich.
Polska nie miała kobiety prezydenta, ale premiera tak (Hanna Suchocka). Dziś w Sejmie kobiety stanowią 24 proc., w Senacie – 13 proc. W zarządach spółek giełdowych zasiada 12 proc. pań, w 24-osobowym prezydium PAN jest jedna kobieta.
Reklamy zrobiły swoje. Siedem lat temu prof. Magdalena Środa – wtedy pełnomocnik rządu ds. równego statusu kobiet i mężczyzn – pisała do Danuty Waniek, szefowej KRRiT: “Na ekranach telewizji pojawiają się nader często kobiety, których wizerunek jest zredukowany do bycia obiektem seksualnym lub których kobiecość jest zredukowana do posiadania seksualnych atrybutów. Kobiety w reklamach są przedstawiane w sytuacjach dwuznacznych z obyczajowego punktu widzenia lub są infantylizowane, sprowadzane do roli istot prowadzących partnerskie rozmowy z serem i proszkiem do prania. Reklamy te są nie tylko nieestetyczne, ale przede wszystkim szkodliwe ze społecznego punktu widzenia. Reprodukują stereotyp kobiety jako istoty podległej, podrzędnej, infantylnej, której jedyną formą aktywności jest seksualność, opiekuńczość lub inne rodzaje nieodpłatnej pracy na rzecz rodziny”.
Rada reklamy skontrolowała i przyznała Środzie rację: “W reklamach kobieta jest przedstawiana jako osoba, której jedynym zajęciem jest usuwanie plam, smarowanie kanapek, sen z powiek spędza jej pragnienie, by mieć lśniące włosy. A mężczyźni w domu sięgają po puszkę z piwem, siadają przed telewizorem, w którym zawsze transmitowany jest mecz, i zachłannym wzrokiem wodzą za kobiecym biustem”.
Znajomy Amerykanin zwrócił mi uwagę, że w Stanach coraz częściej dyskutuje się o tym, że i mężczyzn denerwują reklamowe stereotypy. Bo najczęściej pokazują ich jako muskularnego macho.
A gdyby tak kobiety i mężczyźni zaprotestowali przeciw tym głupim reklamom?
Inspekcja Jakości Handlowej Artykułów Rolno-Spożywczych przeprowadza kontrole u 2000-2500 producentów rocznie. W trakcie kontroli inspektorzy IJHARS sprawdzają m.in. prawidłowość znakowania żywności. Zdarza się, że producenci umieszczają informacje na etykiecie, które mają zachęcić konsumenta do wyboru danego produktu, sugerując, że posiada specjalne właściwości, podczas gdy wszystkie podobne środki spożywcze posiadają takie właściwości.
IJHARS przedstawia listę nieprawidłowości w znakowaniu żywności, tj. takich które wprowadzają konsumenta w błąd.
1. Olej rzepakowy:
* umieszczenie na opakowaniu informacji: „zawiera naturalne kwasy OMEGA-3″, sugerującej, że wyrób posiada specjalne właściwości, podczas gdy wszystkie oleje rzepakowe posiadają takie właściwości [ustawa z dnia 25 sierpnia 2006 r. o bezpieczeństwie żywności i żywienia (Dz. U. Nr 171, poz. 1225, z późn. zm.)];
* umieszczenie na opakowaniu informacji: „bez cholesterolu” sugerującej, że wyrób posiada specjalne właściwości, podczas gdy wszystkie produkty roślinne w tym oleje rzepakowe nie zawierają cholesterolu [ustawa z dnia 25 sierpnia 2006 r. o bezpieczeństwie żywności i żywienia (Dz. U. Nr 171, poz. 1225, z późn. zm.)];
* umieszczenie na opakowaniu informacji o treści: „bez konserwantów”, sugerującej, że produkt ten posiada szczególne właściwości, podczas gdy do oleju rzepakowego zgodnie z prawem nie wolno dodawać substancji konserwujących [rozporządzenie Ministra Zdrowia z dnia 18 września 2008 r. w sprawie dozwolonych substancji dodatkowych ( Dz. U. Nr 177, poz. 1094)].
2. Soki i nektary:
* podawanie informacji: „nie barwiony chemicznie”, „bez sztucznych barwników”, „nie rozcieńczony”, „nie konserwowany chemicznie”, „bez konserwantów” – w przypadku soków owocowych, może sugerować specjalne właściwości tego produktu. Przepisy nie zezwalają na rozcieńczanie soków owocowych oraz dodawanie do tych produktów barwników i środków konserwujących [rozporządzenie Ministra Rolnictwa i Rozwoju Wsi z dnia 30 września 2003 roku w sprawie szczegółowych wymagań w zakresie jakości handlowej soków i nektarów (Dz. U. Nr 177, poz. 1735, z późn. zm.)].
* podawanie informacji „Bez dodatku cukru”, które jest rodzajem oświadczenia. Wykaz dozwolonych oświadczeń żywieniowych został wymieniony w załączniku do rozporządzenia (WE) Nr 1924/2006 Parlamentu Europejskiego i Rady z dnia 20 grudnia 2006 roku w sprawie oświadczeń żywieniowych i zdrowotnych dotyczących żywności, zgodnie z którym oświadczenie, że do środka spożywczego nie zostały dodane cukry oraz każde oświadczenie, które może mieć taki sam sens dla konsumenta, może być stosowane tylko wówczas, gdy produkt nie zawiera żadnych dodanych cukrów prostych, dwucukrów ani żadnych innych środków spożywczych zastosowanych ze względu na ich właściwości słodzące, np. miodu pszczelego. Jeżeli cukry występują naturalnie w środku spożywczym, na etykiecie powinna się również znaleźć informacja: ZAWIERA NATURALNIE WYSTĘPUJĄCE CUKRY.
* podawanie informacji „100 % soku” – w przypadku soków owocowych, może sugerować specjalne właściwości tego produktu. Rozporządzenie MRiRW w sprawie szczegółowych wymagań w zakresie jakości handlowej soków i nektarów zawiera definicje soku owocowego. Zgodnie z definicją określenie „100 % soku” może być użyte jedynie dla produktów uzyskanych wyłącznie z owoców bez dodatku cukrów, witamin, substancji mineralnych.
3. Kawa palona
* zamieszczenie na opakowaniu informacji o treści: „ziarna kawy to bogate źródło przeciwutleniaczy (substancji roślinnych pochodzących z owocu kawy) mogących poprawić naturalne mechanizmy obronne naszego organizmu” sugerującej, że produkt ten posiada szczególne właściwości, podczas gdy wszystkie kawy palone posiadają takie właściwości [ustawa z dnia 25 sierpnia 2006 r. o bezpieczeństwie żywności i żywienia (Dz. U. Nr 171, poz. 1225, z późn. zm.)].
4. Jogurt naturalny
* umieszczenie na etykiecie określenia „bez cukru” sugeruje, że produkt ten posiada szczególne właściwości, podczas gdy do jogurtów naturalnych nie wolno dodawać cukru. [Rozporządzenie Rady (WE) nr 1234/2007 z dnia 22 października 2007 r. ustanawiające wspólną organizację rynków rolnych oraz przepisy szczegółowe dotyczące niektórych produktów rolnych (rozporządzenie o jednolitej wspólnej organizacji rynku) Dz.U. L 299 z 16.11.2007, str. 1-149]
5. Masło
* umieszczenie na etykiecie masła określenia „nie zawiera tłuszczów roślinnych” jest sugerowaniem, że inne masła mogą zawierać tłuszcze roślinne, podczas gdy do masła nie wolno dodawać tłuszczów roślinnych, np. olejów roślinnych [Rozporządzeniem Rady (WE) nr 1234/2007 z dnia 22 października 2007 r. ustanawiające wspólną organizację rynków rolnych oraz przepisy szczegółowe dotyczące niektórych produktów rolnych (rozporządzenie o jednolitej wspólnej organizacji rynku, Dz.U. L 299 z 16.11.2007, str. 1-149)]
6. Mleko
* umieszczanie na etykiecie określenia „świeże” sugeruje, że wyrób posiada specjalne właściwości, podczas gdy wszystkie mleka oferowane w handlu detalicznym są pasteryzowane, czyli poddane procesowi obróbki termicznej. Nie jest to zatem produkt „świeży”. [ustawa z dnia 25 sierpnia 2006 r. o bezpieczeństwie żywności i żywienia (Dz. U. Nr 171, poz. 1225, z późn. zm.)].
7. Jaja wiejskie
* określenie „jaja wiejskie” na wytłaczankach jaj uzyskanych z chowu klatkowego może sugerować, że jaja pochodzą od kur z wolnego wybiegu w środowisku wiejskim, pomimo że w rzeczywistości jaja te pochodzą od kur zamkniętych w klatkach. [ustawa z dnia 25 sierpnia 2006 r. o bezpieczeństwie żywności i żywienia (Dz. U. Nr 171, poz. 1225, z późn. zm.)].
8. Pieczywo
* podanie na opakowaniu informacji „chleb pełnoziarnisty” sugerującej, że chleb został wyprodukowany z mąki otrzymanej z pełnego przemiału ziarna, bogatej w błonnik i składniki mineralne (np. mąki razowej pszennej typ 2000), gdy w rzeczywistości został wyprodukowany z mąki jasnej (np. pszennej typ 750 lub żytniej typ 720), nie posiadających takich właściwości [ustawa z dnia 25 sierpnia 2006 r. o bezpieczeństwie żywności i żywienia (Dz. U. Nr 171, poz. 1225, z późn. zm.)];;
9. Makaron
* umieszczenie na opakowaniu makaronu jajecznego informacji „ze świeżych jaj” podczas gdy w czasie procesu produkcyjnego zastosowano proszek jajeczny lub masę jajową pasteryzowaną, czyli przetworzone produkty jajeczne, co wyklucza użycie sformułowania „ze świeżych jaj” [ustawa z dnia 25 sierpnia 2006 r. o bezpieczeństwie żywności i żywienia (Dz. U. Nr 171, poz. 1225, z późn. zm.)];.
* umieszczenie na opakowaniu makaronu bez dodatku jaj informacji „bez cholesterolu” sugerującej, że makaron ten posiada szczególne właściwości, podczas gdy wszystkie makarony bez dodatku jaj nie zawierają cholesterolu [ustawa z dnia 25 sierpnia 2006 r. o bezpieczeństwie żywności i żywienia (Dz. U. Nr 171, poz. 1225, z późn. zm.)];.
Ponadto IJHARS zwraca uwagę na następujące oznaczenia:
1. znakowanie „ECO” lub „BIO”
* umieszczenie na etykiecie artykułu rolno-spożywczego, nie będącego produktem ekologicznym, sformułowania „eco” lub „bio” jest niedozwolone (rozporządzenie Rady (WE) nr 834/2007 z dnia 28 czerwca 2007 roku w sprawie produkcji ekologicznej i znakowania produktów ekologicznych i uchylające rozporządzenie (EWG) nr 2092/91; rozporządzenie Komisji (WE) nr 889/2008 z dnia 5 września 2008 roku ustanawiające szczegółowe zasady wdrażania rozporządzenia Rady (WE) nr 834/2007 w sprawie produkcji ekologicznej i znakowania produktów ekologicznych w odniesieniu do produkcji ekologicznej, znakowania i kontroli);
* jeśli na etykiecie stosuje się terminy: ekologiczny, biologiczny, organiczny lub wersje skrócone „bio”, „eco” to obowiązkowo podaje się również: numer identyfikacyjny jednostki certyfikującej (np. PL-EKO-19), która nadzoruje danego producenta oraz obowiązkowo od 1 lipca 2010 wspólnotowe logo rolnictwa ekologicznego.
2. informacja o systemie HACCP
* zamieszczenie na opakowaniu środka spożywczego informacji o posiadanym systemie HACCP, może sugerować, że pozostałe zakłady nie posiadają wdrożonego systemu HACCP, podczas gdy, zgodnie z art. 5 rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady (WE) Nr 852/2004 z dnia 29 kwietnia 2004 roku w sprawie higieny środków spożywczych, każdy przedsiębiorca sektora spożywczego, z wyłączeniem produkcji podstawowej jest obowiązany wdrożyć procedury oparte na zasadach systemu HACCP.
3. znakowanie nazwą sok, nektar, napój owocowy
Rozporządzenie Ministra Rolnictwa i Rozwoju Wsi z dnia 30 września 2003 roku w sprawie szczegółowych wymagań w zakresie jakości handlowej soków i nektarów zawiera definicje soków i nektarów owocowych:
* sok owocowy – wyrób uzyskany z jednego lub większej ilości świeżych lub schłodzonych owoców,
* nektar owocowy – wyrób otrzymywany przez dodanie wody oraz cukrów lub miodu do soku owocowego.
* napój owocowy – wyrób otrzymany w wyniku zmieszania soku owocowego, wody cukru, substancji dodatkowych (np. substancji konserwujących, stabilizatorów, regulatorów kwasowości). Wymagania odnośnie napojów owocowych nie zostały określone w przepisach wspólnotowych i krajowych.
Na przestrzeni wieków reklamy zrobiły nie tylko ogromny krok na przód, ale i stopniowo, małymi kroczkami podstępne wytwory chcą przejąć i ludzkość. Reklamy chwalą towar, eksponują niezawodność, pokazują skuteczność, wyolbrzymiają zalety produktów, które chcą sprzedać potencjalnym klientom. Jednak rzadko, kiedy reklamowany produkt okazuje się taki niezastąpiony i niezbędny w praktyce. Jak ustrzec się przed mediatorem wszechczasów?
Przeciętny człowiek przed zakupami robi listę potrzebnych rzeczy i ponad połowa tych osób wkłada do koszyka niepotrzebny produkt, tłumacząc się przed samym sobą „przecież jest promocja, nóż może kiedyś będzie potrzebny”, usprawiedliwiając swoje zachowanie. Reklama ma uzmysłowić konsumentowi, że bez danego produktu się nie obejdzie i tu właśnie my powinniśmy się zastanowić czy rzeczywiście jest to prawda. Nic nie jest wieczne, kiedy urządzenia elektryczne ulegną zniszczeniu, nie wyrzucajmy ich, a spróbujmy naprawić i dalej używać produktu, jest to nie tylko tańsza metoda, ale i ci ważniejsze bardziej przyjazna przyrodzie. Reklamy zachwalają konserwy, bo są długotrwałe, mogą stać i stać w piwnicy nie psując się, kusząca oferta, ale zastanówmy się, przecież te długotrwałe produkty mają taką właściwość ze względu na zawartość chemiczną, która jest niezdrowa dla obywatela. Idąc na zakupy powinniśmy kierować się dobrem swoim (lub portfela) i dobrem świata, kupujmy tylko te produkty, które są nam potrzebne.
Nie ulegajmy reklamom, namową, bilbordom, zachętom, do zaopatrzenia się w dany produkt, bo pamiętajmy, że nie wszystko złoto, co się świeci. Reklama posługuje się manipulacją, ja pisząc ten tekst również przekonuje Was do swoich racji, tylko ja nie chce sprzedać produktu, a dać nam wszystkim piękny, zdrowy, ekologiczny świat!
Decydując się na kupno jakiejś rzeczy, bierzemy pod uwagę wiele czynników. Cena, przyzwyczajenia, moda, opinia znajomych, reklama, przydatność towaru – w różnym stopniu wpływają na nasz wybór. Im większą mamy wiedzę, tym bardziej jesteśmy świadomi zakupu. Niestety, rzadko dzieje się tak, że do podjęcia trafnej decyzji posiadamy odpowiednie i wystarczające informacje. Etykiety, które takiej wiedzy powinny nam dostarczyć, najczęściej oddziałują na emocje. Nie oznacza to jednak, że nie przekazują one żadnej treści. Problem polega na braku umiejętności ich wykorzystania. Przyczyną „szumu informacyjnego” są rozmaite techniki marketingowe wpływające na konsumenckie zachowania. Drugą kwestią jest fakt, iż taki przesyt nie
zawsze odpowiada jakości produktu, a często także realnym potrzebom konsumentów. Więcej (kliknij aby rozwinąć)
Dopisek eko-przyjazny na produktach bardzo często wykorzystywany jest po to, aby wzbudzić w nas chęć ich kupna. Cechy artykułu z logo świadczącym o jego naturalnym pochodzeniu nierzadko są wyolbrzymione, a mijając się z prawdą — naruszają prawo.
Kwestia ta w szczególności dotyczy produktów spożywczych. Termin żywność ekologiczna potocznie dotyczy pożywienia produkowanego w sposób zbliżony do naturalnego, z dbałością o wyeliminowanie używania nawozów sztucznych i pestycydów. Uczciwi producenci starają się o oznaczenie takich produktów odpowiednimi zaświadczeniami. W Polsce stosowane są certyfikaty: Agrobiotest, PTRE, Cobico i PCBC. Tymczasem mimo jasnych przepisów regulujących merytoryczną zawartość etykiet, producenci nie zawsze rzetelnie przedstawiają na nich faktyczne cechy
i skład produktu, a zamiast informacji — podają hasła reklamowe. Stosowanie na opakowaniach środków spożywczych takich terminów, jak bezpieczny lub zdrowy jest ustawowo zabronione, ponieważ sugeruje, że inne produkty żywnościowe są niebezpieczne lub niezdrowe. Jest to gra na uczuciach konsumenta, który chętnie reaguje na hasło: zdrowie. Łudzenie ludzi, że coś jest zdrowsze niż inne, jest jedynie chwytem reklamowym. Trzy lata temu w Polsce weszła w życie Ustawa o Rolnictwie Ekologicznym, mówiąca o zakazie używania terminu zdrowa żywność. Od tego momentu produkt pochodzący z gospodarstwa ekologicznego musi zawierać numer certyfikatu i numer jednostki certyfikującej producenta. W przypadku wątpliwości należy zwrócić się do wojewódzkiego oddziału Głównego Inspektoratu Skupu i Przetwórstwa Artykułów Rolnych. Żywność ekologiczna — to produkt pochodzący ze środowiska nieskażonego, produkowany bez użycia nawozów sztucznych i środków chemicznych, takich jak: herbicydy i pestycydy. Tymczasem na sklepowych półkach możemy znaleźć żywność udającą ekologiczne pochodzenie.
Według Doroty Metery z IUCN (Międzynarodowa Unia Ochrony Przyrody i Jej Zasobów) potrzeba czasu, aby został dopracowany spójny system kontroli drogi produktu od producenta do konsumenta. W Unii Europejskiej po wprowadzeniu rozporządzenia o rolnictwie ekologicznym ponad rok trwało jego wdrażanie. Dopiero po tym czasie wprowadzone rozporządzenia zaczęto egzekwować. – Kilka lat temu byłam w Niemczech, żeby znaleźć źle oznakowane produkty. Przekonałam się, że takich produktów już nie ma – wspomina Metera. – Od czasu, kiedy obowiązuje rozporządzenie, odbyło się kilka procesów sądowych, a firmy, które wprowadzały produkty fałszywe – po prostu zniknęły z rynku. Jestem przekonana, że i u nas przyjdzie taki dzień, w którym będziemy mogli powiedzieć, że w sklepach nie ma produktów pseudoekologicznych.
Natura prosto z fabryki
Sklepowe witryny przyciągają nieświadomego klienta bliskością produktów, stwarzając przyjazną aurę życzliwości. Smakowicie opakowana żywność kusi sielskimi obrazkami wsi i napisami naturalny, bio, bezpieczny dla środowiska czy przyjazny delfinom. Wielu z nas z przyjemnością dodatkowo zapłaci za takie dobra, zyskując tym samym poczucie, że w ten sposób przyczynia się do ochrony środowiska. Ale czy na pewno zawsze chodzi o dobro przyrody?
Niestety nie. Jak dowodzą badania naukowe, na które powołuje się ośmiu członków Międzynarodowej Organizacji Konsumentów (Consumers International) z Europy i Afryki Północnej, duża liczba logo jest niewyraźna, nieokreślona i bez konkretnego znaczenia. Nie były one spójne z jedną trzecią weryfikowanych produktów, nie przestrzegały tym samym określonych standardów. Trzech z ośmiu członków organizacji zaangażowanych w badania pochodzi z Centralnej i Wschodniej Europy. Są to: Stowarzyszenie Obrony Konsumentów (SOS) z Republiki Czeskiej, Rumuńskie Stowarzyszenie Ochrony Konsumentów (APC) i Słowackie Stowarzyszenie Konsumentów (ZPS). Wniosek z przeprowadzonych kontroli jest jeden: towarom ze sklepów tego rejonu nie są obce etykiety z niepoprawnym, nietreściwym i często zwodniczym tłumaczeniem. Na przykład, w Rumuni badacze odnaleźli karton jajek z napisem sugerującym ich ekologiczne pochodzenie, ale nie znaleziono żadnego sposobu, aby to potwierdzić. Używanie napisów naturalny i bio nie jest w tym kraju prawnie uregulowane, więc bywa często wykorzystywane przez producentów, którzy wprowadzają klienta w błąd, nic tak naprawdę nie gwarantując. Raport podaje przykład etykiety z wizerunkiem szczęśliwej rodziny na malowniczej farmie, umyślnie dającej wrażenie większego przywiązania do tradycji i produkcji na małą skalę.
Tymczasem rzeczywistość jest nieco inna. Większość składników spożywczych pochodzi z produkcji w dużych farmach, a produkty nie są wytwarzane w przyjaznych środowisku fabrykach. Najczęstsze nieprawidłowości polegają na zamieszczeniu na opakowaniu rysunku owocu, co daje do zrozumienia, że dany produkt jest wytworzony z owoców lub określenia light, co sugeruje jego działanie dietetyczne. Powszechne jest także przedstawianie wybranych olejów roślinnych jako produktów bez cholesterolu, podczas gdy jest to powszechnie posiadana właściwość wszystkich olejów.
Możemy spotkać się także z twierdzeniem, że produkt ma właściwości zapobiegania chorobom lub ich leczenia, podczas gdy takich właściwości nie ma lub nie są one potwierdzone. Inne nadużycia dotyczą operowania nazwami: sok, jogurt dla produktów, które nie są czystymi sokami ani jogurtami, ale jedynie napojami o podobnym smaku.
Bio czyli… Co?
Powyższe sytuacje mają miejsce nie tylko w polskich sklepach. Alfa Bio, producent żywności z Czech, jest przykładem marki, która może mylić, jak większość produktów posiadających niby certyfikaty. Czeskie ustawodawstwo zakazuje używania słowa bio na produktach, które nie pochodzą z farm ekologicznych. Jednak produkty takie, jak te z Alfa Bio, prześlizgują się ponad prawem (spółka zarejestrowana pod tą nazwą). Konsumenci nie zawsze dostrzegają różnicę między nazwą marki, a innymi napisami na towarach. Jan Lunter, założyciel i kierownik Alfa Bio, nie wierzy, że klienci są wprowadzani w błąd przez jego firmę. — Kiedy powstała nasza nazwa, tłumaczenie słowa „bio” nie było dobrze znane. Możemy powiedzieć, że w okresie 13-letniej historii firmy nigdy nie spotkaliśmy się z zarzutami ze strony naszych klientów.
Według Luntera termin bio odnosi się do faktu, że produkt jest zdrowy, a to jest głównym założeniem firmy. Alfa Bio dołącza informacje o prawdziwym pochodzeniu swojej linii produktów. Co więcej, Lunter zapowiada, że sprzedaż towarów sygnowanych marką Alfa Bio będzie wzrastać. Taka dwuznaczność interpretacji jest również problemem przy przekraczaniu granic. Wyrażenia bio i organiczny mogą mieć odmienne znaczenie na rynkach różnych krajów. Na naszym rynku przedrostek: bio widnieje na napojach mlecznych (np. kefiry), a określenie: organiczny nie stało się jak dotąd chwytem reklamowym, choćby ze względu na znikome zainteresowanie rolnictwem organicznym. Tymczasem urzędy różnych krajów wydające certyfikaty kierują się w tym względzie rozmaitymi kryteriami. Stwarza to wiele trudności klientom, którzy tak naprawdę nie wiedzą, co kupują.
Badania dostarczają dodatkowych argumentów, że loga na produktach powinny być jednoznaczne, konkretne i dające się potwierdzić. Konieczne jest także, by odnosiły się one tylko do konkretnego produktu i używane były jedynie we właściwym kontekście i miejscu. Z punktu widzenia konsumenta powinny być
one ponadto prezentowane w sposób, który jasno wskazuje, czy odnosi się on do całego produktu, do jednego składnika czy też opakowania lub elementu usługi. Taki sposób przekazania informacji o produkcie zmniejszałby prawdopodobieństwo błędnej interpretacji i niwelował sytuację częstego wprowadzania kupujących w błąd poprzez zamieszczony tekst lub znak graficzny. Ta zasada wspierana jest przez wszystkie międzynarodowe oraz narodowe konwencje i prawa. W Polsce jej egzekwowaniem zajmuje się między innymi Federacja Konsumentów.
Wiele działań producentów żywności jest podyktowanych przyzwyczajeniami jej nabywców. Marjana Paterman z ZPS przyznaje, że zmiana etykiet to nie jest coś, co może zajść nagle i dlatego zmiany mogą trwać wiecznie. Ale postęp jest możliwy. Trzy lata temu ZPS rozpoczęło kampanię sponsorowaną przez słowacki rząd i Komisję Europejską. Według Paterman w pierwszym roku akcji blisko 76% etykiet nie przestrzegało odpowiedniego prawa. Ta liczba spadła do 67% w drugim i do 45% w trzecim roku. Międzynarodowa Organizacja Konsumentów i jej partnerzy zaprojektowali wyczerpujący pakiet zaleceń, wierząc, że pomogą klientom zrozumieć, co dokładnie oznaczają napisy na kupowanych przez nich produktach. Jest to bardzo ważne, ponieważ dla klienta to etykieta jest najważniejszym źródłem informacji. Dlatego warto jest przyjrzeć się im bliżej i wiedzieć, co na prawidłowo oznakowanym produkcie powinno się znajdować. Po pierwsze informacje muszą być wyrażone w sposób czytelny, widoczny i nieusuwalny. Ważne by były skupione w jednym miejscu i sygnalizowane odpowiednim nagłówkiem. Zamieszczanie informacji o tym, że produkt wyprodukowano metodami naturalnymi, ekologicznymi lub zintegrowanymi musi być poparte posiadaniem atestu potwierdzającego ten sposób produkcji.
Czy mając świadomość powyższych faktów, konsumenci przestaną wybierać produkty przyjazne środowisku? Marjana Paterman przyznaje, że jest w tym pewne ryzyko. Konsumenci mogą zrezygnować z odpowiedzialnych zakupów, bo czują się coraz bardziej zagubieni. Karel Pavlik z SOS dodaje, że celem działań informacyjnych, podejmowanych przez organizacje konsumenckie, jest przede wszystkim zasygnalizowanie problemu i nakłonienie kupujących, by przyjrzeli się bliżej produktom, które pakują do swoich toreb.
Ekologiczne znaki towarowe pomagają podczas zakupów
wybrać towary, które spełniają wybrane kryteria dotyczące
ich oddziaływania na środowisko.
W zależności od systemu certyfikacji (np. Der Blaue Engel,
Svanen, Eko-znak itd.), badaniu może podlegać wykorzystanie
surowców nieodnawialnych, zużycie energii na
etapie produkcji i użytkowania, trwałość i niezawodność,
unikanie testów na zwierzętach, możliwość bezpiecznej
utylizacji lub recyklingu itd.
Przy produkcji żywności bada się wpływ na ekosystemy
przez sposób nawożenia i uprawy, co też oddziałuje
bezpośrednio na jakość produktów spożywczych.
Oznaczenia wskazujące na regionalne pochodzenie towaru
zachęcają do nabywania produktów rodzimych – zwykle
mniej przetworzonych i zdrowszych.
Wybierając produkty oznaczone znakami ekologicznymi,
wspierasz firmy inwestujące w przyjazne dla środowiska
technologie, a ich nieekologicznym konkurentom dajesz
znak, że czas na zmiany.
Każdy znak ekologiczny powinien być zrozumiały dla
klienta, bywa więc uzupełniany krótką informacją, że np.
produkt powstał w 100% z makulatury lub jest wysoko
energooszczędny.
Wielu nieuczciwych producentów wykorzystuje preferencje
nabywców, nadając swoim towarom wymyślone przez
siebie oznaczenia. Nie dajmy się jednak nabrać – musimy
dokładnie wiedzieć, dlaczego coś jest ekologiczne.
Więcej o ekoznakach: www.ekonsument.pl
Faktoid, to termin odnoszący się do informacji uznanej za prawdziwą tylko dlatego, że pojawiła się ona w mediach. Natomiast medyczna definicja epidemii brzmi: wystąpienie na danym obszarze zakażeń lub zachorowań na chorobę zakaźną w liczbie wyraźnie większej niż we wcześniejszym okresie albo wystąpienie zakażeń lub chorób zakaźnych dotychczas niewystępujących. Logicznie rozumując za pandemię należałoby uznać epidemięwystępującą w tym samym czasie w różnych krajach i na różnych kontynentach. Przyjmując takie ustalenia możemy jeszcze raz wrócić do zjawiska świńskiej grypy. Teraz jednak z dystansem i perspektywą godną ludzi myślących – chłodno i racjonalnie.
Takich nagłówków ukazało się oczywiście o wiele więcej. W samym listopadzie zanotowano 466 artykułów na temat wirusa A/H1N1 (Newton Media). Szczepionki, o które walczono w nagłówkach, podsycając niezadowolenie społeczne, najpierw stanowiły obiekt pożądania, następnie przedmiot przeznaczony na wyprzedaż, symbol marnotrastwa. Sprawa nie jest do końca zamknięta, WHO począwszy od 26 stycznia przeprowadza szereg wewnętrznych badań śledczych, mających na celu wyjaśnienie zbyt pochopnie podjętych decyzji na skalę globalną. Od tego momentu w mediach ani słowa o skutkach prac komisji, o jakichkolwiek postępach. Trzeba być świadomym że media, oprócz mocy kreowania mają również moc zatajania faktów. Wnioski? Każdy ma prawo do swoich.
Poniższy wykres przedstawia ilość ofiar śmiertelnych w ciągu ostatnich trzystu dni, pozycjonując konkretne powody śmierci za pomocą statystycznych słupków. Świńska grypa ma tam swoje wyróżnione miejsce. Wykres unaocznia skalę śmierci powodowaną przez oswojone medialnie choroby i tą, która obcością podbiła wszelkie rankingi. Faktoidalne rankingi.
Co roku apteki zaopatrują się w szczepionki przeciwko grypie sezonowej. Każdy z nas bez problemu może taką szczepionkę nabyć. W przypadku grypy AH1N1 było inaczej. Koncerny farmaceutyczne nie produkowały pojedynczych szczepionek, ale opakowania zawierające 10, 20, a nawet 100 dawek. Odbiorcom takiego produktu nie mogły być więc prowadzące sprzedaż detaliczną apteki. Kupującymi zostały rządy organizujące masowe szczepienia. O szczepieniu miał decydować nie obywatel, ale rząd. W dodatku rządy kupowały szczepionki, które były dopiero produkowane i dostarczane nawet po kilku miesiącach. Klient apteki na taki handel by się nie zgodził.
Nie zgodził się także polski rząd. Minister Zdrowia Ewa Kopacz broniąc swojej decyzji o zaniechaniu kupienia szczepionek przeciwko świńskiej grypie, nakłaniała równocześnie do zaszczepienia się na grypę sezonową, gdyż zbiera ona nieporównywalnie większe żniwo każdego roku.
Nie trzeba było długo czekać na medialną nagonkę na panią minister, która w obliczu tak potężnego zagrożenia nie stanęła po stronie Polaków. Sam Rzecznik Praw Obywatelskich Janusz Kochanowski groził – korzystając z medialnego nagłośnienia – prokuraturą i sądem. Nazwisko Kochanowski ozdobiło kilka nagłówków. Początkowo jako dobrego i odważnego urzędnika. Później, gdy opinia publiczna zaczęła małymi krokami porządkować nawarstwiające się fakty działające na niekorzyść szczepień, medialną bohaterką stała się Ewa Kopacz.
Należące kilka miesięcy temu do najbardziej pożądanych na świecie produktów szczepionki przeciwko świńskiej grypie uległy denominacji. Z jesiennym medialnym demonem prasa rozstawała się artykułami:
12.01.2010 Wiadomości wp.pl „Kupili szczepionki, teraz nie wiedzą co z nimi zrobić”
To jednak zapewne chwilowe wyciszenie. Krótkotrwałe, cykliczne odprężenie przed kolejnym zmasowanym uderzeniem. Zapewne już wiosna obudzi do życia nową generację faktoidów.
- WHO popisała się przesadną płochliwością. A poza tym błysnęła niekonsekwencją. Bo jak można stwierdzić, że obowiązuje szósty, najwyższy stopień zagrożenia pandemią i równocześnie nie wprowadzić izolacji osób zarażonych oraz kwarantanny? – mówi prof. Andrzej Gładysz, kierownik Katedry i Kliniki Chorób Zakaźnych AM we Wrocławiu. – Można odnieść wrażenie, że nie bardzo wiadomo, o co z tą grypą chodzi. A jak nie wiadomo, o co chodzi, to z reguły chodzi o pieniądze.
Inspiracją do wymyślenia scenariusza była pewna reklama zachwalająca siłę oddziaływania reklamy. W tej reklamie pokazano “zwykłą” zapałkę i zapałkę reklamowaną. Zobaczcie sami