„Rola konsumenta i obywatela we współczesnym świecie”
Życie społeczne może być traktowane jako teatr, w którym poszczególne jednostki muszą grać swoje role (np. dziecka, rodzica, pracownika, sąsiada, przyjaciela). Każdego dnia uczestniczymy w wielu spektaklach, których scenariusz zostaje określony przez środowisko społeczne. Ono też jest publicznością, która nas nagradza lub wyszydza. Każdy człowiek gra wiele ról społecznych. Czasami trudno jest je wzajemnie pogodzić np. rolę matki i rolę dyspozycyjnej pracownicy.
Role społeczne obejmują względnie cały system cech i zachowań tworzących bardziej lub mniej określone wzory. W „teatrze życia” człowiek jest nie tylko odtwórcą-aktorem, elementem gry społecznej. Może być również kreatorem-twórcą, który w codziennych sytuacjach potwierdza swoją indywidualność i sam kształtuje przebieg różnego rodzaju sytuacji społecznych.
Zachowanie się ludzi w różnych sytuacjach jest tylko zewnętrznym przejawem postaw. Człowiek przebywa w środowisku społecznym i przyrodniczym. Elementy tworzące oba te środowiska są przez człowieka poznawane i oceniane. Zwykle brak mu czegoś do pełnego zadowolenia. Poczucie braku wywołuje napięcia. Zachęca człowieka do aktywności. Ten stan braku nazywany jest potrzebą. Jej zaspokajanie często zachęca do podejmowania działań. Uczy się nas, że wolność to tylko kwestia prywatnego wyboru, jednak nasz prywatny wybór jest tylko złudą i iluzją, w której żyjemy jako konsumenci. Nasze dzieci mogą żyć bez Szczeniaczka Uczniaczka (cena ok. 150zł), ale przecież można na nim zarobić wmawiając rodzicom, że bez tej zabawki nasze dziecko nie będzie tak bystre jak inne.
Kiedyś dzieci skakały przez skakankę, bawiły się w dom, grały w klasy, pomidora, palanta. Rozrywki dostarczało im najbliższe otoczenie wzbogacone ich własną wyobraźnią. Dzisiaj zabawa jest wspomagana przez towary, które są ciągle ulepszane i trzeba je wciąż kupować. Dzieci są szybko uczone, że ciągle muszą czegoś chcieć, że zabawa wymaga zakupienia jakiejś rzeczy. Niszczy się ich kreatywność, podtykając pod nos gotowe rozwiązania – zabawki z nalepką „edukacja”.
Namawia się nas, żebyśmy uznali, iż istotą wolności jest prawo do wybierania z menu, ale jeśli weźmiemy pod uwagę istotne konsekwencje, to o posiadaniu prawdziwej władzy i wolności decyduje możliwość ustalenia składu menu.
Rynek ze swoją natarczywą ideologią konsumpcji i upartą ortodoksją wydawania pieniędzy kolonizuje wszystkie sfery naszego wielowymiarowego życia.
Konsumpcja oznacza wykorzystanie dóbr lub usług w celu zaspokojenia określonych potrzeb. Zaspokajanie potrzeb jest związane z pokryciem kosztów mieszkania, wyżywienia, ogrzewania, uczęszczania do szkoły, uprawiania sportu, czytania, podróżowania, ochrony zdrowia, uczęszczanie do kina, teatru i muzeum. Wszystkie te czynniki towarzyszą codziennie każdemu z nas. Ludzie w większości przypadków mają skłonność do zwiększania konsumpcji w miarę wzrostu ich dochodów.
Rynek i działające na nim firmy mają własny hegemoniczny interes w kształtowaniu osobowości, tożsamości i kontrolowaniu zachowania. Celem jest stworzenie kultury sprzyjającej sprzedawaniu towarów i traktowanie obywateli jak konsumentów. Osłabienie właściwej dorosłym ludziom autonomii jest strategią marketingową sprzyjającą dziecinnym postawom konsumenckim. Współczesny marketing, reklama dwoi się i troi żebyśmy zwrócili uwagę na kolejne przedmioty i usługi. Jest wręcz bardzo agresywny. Reklama jest również w teatrze. Czasami trudno odnaleźć się człowiekowi w tym współczesnym świecie, w rzeczywistości jaka go otacza. System rynkowy, uznający wyłącznie zysk i traktujący wszystkie inne wartości jako koszty zewnętrzne (którymi nie należy się przejmować) może w dążeniu do zysku z inwestycji przynieść opłakane skutki cywilizacji.
O konsumpcji, konkretnie o kulturze konsumpcyjnej i jej skutkach możemy bardzo dużo dowiedziec się z książki Benjamina R. Barbera pt. „Skonsumowani: Jak rynek psuje dzieci, infantylizuje dorosłych i połyka obywateli”. Barber krytykuje wolny, niczym nie skrępowany rynek, nastawienie człowieka na „moje”, a nie „nasze”, na walkę konsumenta z obywatelem. Tytułowa infantylizacja jest robieniem z dorosłych dzieci – konsumentów, a z dzieci gotowych już konsumentów, które nie mogą (i nie powinny) dorosnąć. Infantylizacja wzmacnia skłonność do tego, co prywatne i dziecinne uznając impulsywne zachłanne dziecko za ideał klienta, a klienta za idealnego obywatela. Dorosłym każe ulegać wołaniom „chcę!” i „daj mi!”. Infantylność jest przesłanką przetrwania kapitalizmu, a tym samym nakazem ducha czasu. Etos infantylizacji uznawany więc zostaje za dobroczynny, a nawet święty, tak jak praca i inwestowanie cieszyły się niegdyś żarliwym błogosławieństwem ze strony protestantyzmu. W rezultacie według Barbera mamy istotny „kult dziecka”, uznany powszechnie przez media. Przejawia się to w tylu miejscach, że nie sposób tego wszystkiego ogarnąć. Na przykład kino, w którym największe kasowe przeboje z lat 2001-2005 pokazują tendencję, że ich targetem są dzieci i młodzież. To rozrywka przewidziana dla nich: prosta, pełna efektów, szybkiego teledyskowego montażu z nieskomplikowaną fabułą. Historie kręcone przez przemysł filmowy są z roku na rok coraz bardziej infantylne, proste i absurdalne. Pojawia się nowy rodzaj książek, które dowodzą, że wszystko co uważaliśmy za ogłupianie dzieci, służy w istocie rozbudzaniu ich inteligencji. Dzięki idiotycznym grom video nastolatki stają się bardziej bystre, a wielowątkowe seriale telewizyjne przeznaczone dla widzów z zaburzeniami koncentracji pobudzają zdolność do złożonego myślenia i posługiwania się logiką.
Kultura masowa opłaca się rynkowi, bo łatwiej stworzyć masowy produkt skierowany do wielu, niż inwestować w wiele różnych i jeszcze męczyć się z ich promocją. Łatwiej jest promować kilka gwiazdek i zespolików niż ryzykować inwestując w wielu artystów, których muzyka przeznaczona jest dla bardziej wymagającego (a więc nie dziecinnego) odbiorcy. Asortyment różnorodny jest kosztowny. Wygrywa czysta kalkulacja.
Podsumowując, trudno nie zgodzić się z Barberem, że system rynkowy, uznający wyłącznie zysk i traktujący wszystkie inne wartości jako koszty zewnętrzne, może w dążeniu do zysku przynieść opłakane skutki dla cywilizacji. Jako konsumenci i obywatele mamy bardzo ważną rolę do spełnienia. Musimy dbać o to, aby nie zatracić się w konsumpcji i jako obywatele zwrócić szczególną uwagę, na to co nas otacza – środowisko naturalne. Dbajmy o nie. Przemyślmy swoje działania dotyczące projektowania, produkcji, aby powstałe produkty były jak najmniej uciążliwe dla środowiska naturalnego. Odrzućmy kupowanie rzeczy nietrwałych, jednorazowych. Bądźmy świadomymi konsumentami i obywatelami.
Bibliografia:
- Benjamin R. Barber, Skonsumowani-Jak rynek psuje dzieci, infantylizuje dorosłych i połyka obywateli, Muza 2007.
- Praca zbiorowa, Wiedza o społeczeństwie, Wydawnictwo SOP Oświatowiec, Toruń 2004.
- Janine Brémond, Wiedza o ekonomii, Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 2006.
